Dążenie do Zero Waste – Część 4. – Kosmetyki i higiena

W poprzednich wpisach z tej serii podzieliłam się swoimi sposobami na redukcję ilości śmieci w związku z:

Teraz zajmę się kosmetykami i pielęgnacją – przede wszystkim własną, ale zahaczę także o resztę rodziny.

Szczerze mówiąc jest to chyba obszar, gdzie czeka mnie jeszcze trochę pracy i w przypadku którego wiele się muszę nauczyć i wiele rzeczy wypróbować.

W chwili obecnej moja pielęgnacja jest minimalistyczna. Być może zbyt minimalistyczna biorąc pod uwagę stan mojej skóry. Ewidentnie powinnam się za siebie wziąć i trochę więcej dbać o prawidłowe nawilżenie i odżywienie – niestety wiek robi swoje, niedosypianie swoje, a na dodatek często moja twarz jest obmacywana brudnymi łapkami, które to nie zawsze mają wystarczająco krótko obcięte paznokcie, co zwiększa ilość podrażnień i dotychczasowa pielęgnacja nie wystarcza. Mam wrażliwą, naczynkową skórę – wiele kosmetyków mi po prostu szkodzi. Jest to powód, dla którego nie lubię eksperymentować z kosmetykami – boję się, że zostanę z czymś, co mi nie służy.

Z drugiej strony – dramatu nie ma. Nie mam trądziku, a problemy, jakich doświadczam to zaczerwienienie, trochę nierówności i cienie pod oczami (które bywają  tak wielkie, że gdy mi ostatnio niemowlak przywalił w oko z bani nabijając mi mega siniaka, niektórzy się nawet nie zorientowali ;))

Obecnie używam bardzo niewielu kupnych kosmetyków:

  • żel dla dzieci do mycia (typu „od stóp do głów”). Aktualnie używamy preparatu z Lidla. Wcześniej korzystaliśmy z BabyDream, ale zmienił skład na gorszy. Ten kosmetyk jest w opakowaniu bardzo dalekim od zero-waste, za to bardzo praktycznym – to plastikowa butelka z pompką. Butelka teoretycznie jest recyglingowalna. Z żelu korzysta cała rodzina i w przypadku dzieci to jedyny kosmetyk, którego używają (oprócz kremu z filtrem). Żel jest wydajny i starcza nam prawie na kwartał. Ja myję nim ciało, używam do mycia twarzy i włosów
  • Mydła w płynie do mycia rąk. Mam 5 litrową bańkę Białego Jelenia. Od bardzo dawna próbujemy je zużyć 😁
  • Olej migdałowy. Kupuję go w szklanej butelce. Używam do mycia twarzy wieczorem (olej nanoszę na twarz za pomocą silikonowej myjki i wmasowywuję, następnie tą samą myjką nakładam wspomniany żel do twarzy, a potem obficie spłukuję wodą). Gdy moja skóra robi się przesuszona ratuję się także tym olejem. Używam go także do smarowania niemowlaka (jak ma fazę i pozwoli na bycie unieruchomionym tak długo) – w sumie nie pamiętam, kiedy ostatnio go masowałam
  • Serum z witaminą C w szklanej butelce
  • Odżywka/maska do włosów. Kupuję maski Kallosa; niestety są w plastikowych opakowaniach, na szczęście ogromnych – maska starcza mi na prawie pół roku, a opakowania wykorzystuję jako doniczki. Maski używam jako maski i odżywki, a także czasami myję nią włosy.
  • Pasta do zębów. Ja używam Ajony, która jest w metalowej tubce. Dzieci niestety mają zwykłe pasty w plastikowych tubkach. Szukam właśnie jakiejś fajnej pasty dla dzieci, która jest w metalowym opakowaniu
  • Żel micelarny. Używam do mycia twarzy zamiennie z olejem. Mam plastikową tubkę takiego z Biedronki. Staram się go wykończyć i zastąpić płynem w szklanej butelce, ale jest mega wydajny i końca tubki nie widać 😂
  • Mydło w kostce Dudu Osun. Dostałam je w prezencie. Myję nim twarz, gdy zaniedbam trochę oczyszczanie i pojawiają się na niej jakieś niedoskonałości. Szybko się z nimi rozprawia, natomiast nie jest to raczej kosmetyk do codziennego stosowania i gdy skończę kostkę raczej do niego nie wrócę.
  • Krem z filtrem – niestety w plastikowej tubie, ale nie spotkałam jeszcze kosmetyku, który byłby skuteczny, bezpieczny i w opakowaniu przyjaznym środowisku
  • Krem BB – teraz mam Vianek – jest w plastikowej tubce. Ja go lubię, ale będę szukać, czegoś w innym opakowaniu

Oprócz wyżej wymienionych kosmetyków stosuję bardzo proste, naturalne sposoby pielęgnacji. Nie nazywam ich „kosmetykami” gdyż z reguły to po prostu jeden składnik.

  • Peeling kawowy. Mój ukochany sposób na idealnie gładką i pachnącą skórę. A także na czystą wannę – stosowanie peelingu z kawy wymusza szorowanie wanny. Kawę pijemy z kawiarki i po prostu biorę te fusy, czasami mieszam z odrobiną oleju kokosowego lub migdałowego, nacieram skórę i spłukuję
  • Na codzień (niekoniecznie codzinnie – raczej po prostu do codziennej pielęgnacji) szczotkuję na sucho całe ciało, albo chociaż pół. Mam prostą szczotkę z naturalnego włosia, na drewnianej rączce
  • Domowe maseczki na włosy. Najczęściej jogurt+miód. Nawilża i odżywia
  • Domowe maseczki na twarz. Najczęściej twarożek+miód lub miód+jogurt+cytryna. Obie doskonale nawilżają skórę. Czasami robię także maseczko-peeling z płatków owsianych i miodu. Mieszam płatki z miodem i kolistymi ruchami wcieram w skórę. Po 15 minutach zmywam. Ta maseczka moim zdaniem ujędrnia skórę; płatki owsiane delikatnie peelingują i pozostawiają skórę przyjemnie napiętą
  • Od czasu do czasu do spłukiwania włosów używam wody z domowej produkcji octem jabłkowym. Są po tym wygładzone i błyszczące.
  • Raz na tydzień myję zęby pastą węgiel aktywowany + olej kokosowy. Jeszcze niadwano w składzie miałam kurkumę, ale kilka osób postraszyło mnie, że przy dłuższym stosowaniu jednak barwi zęby i z tego składnika zrezygnowałam.

Teraz już coraz rzadziej, ale zdarza mi się przygotowywać własne kosmetyki. Nigdy nie robiłam mydła, ale przez jakiś czas produkowałam proste kremy i balsamy. Ostatnio eksperymentowałam z własnym szamponem do włosów. Zaczełam od wywaru z orzechów piorących i kwiatów (wraz z łodygami) mniszka lekarskiego i pokrzywy. Wyszedł oczywiście paskudny z wyglądu, ale działał – saponiny z orzechów dają efekt myjący, pokrzywa łagodzi skórę głowy, a inulina z mleczka mniszka ułatwia rozczesywanie włosów. Problem w tym, że szampon taki nie jest niczym zakonserwowany – można go trzymać w lodówce przez kilka dni i podgrzewać, ale przyznajmy szczerze – to jest po prostu upierdliwe. Ja nie mam luksusu mycia włosów wtedy, kiedy mam na to ochotę – najczęściej wykorzystuję te momenty, gdy niemowlak śpi, lub jest pod opieką kogoś innego. Postanowiłam więc porzucić chwilowo próby tworzenia własnych kosmetyków – wrócę do tego, gdy dzieci będą ciut większe i będę mogła na to poświęcić więcej czasu. Teraz pozostanę przy domowych maseczkach i ewentualnie hydrolatach.

Oprócz kosmetyków zużywamy trochę przyborów i przedmiotów higienicznych:

  • Szczoteczki do zębów – używamy elektrycznych. Nie jest to zero-waste, chociaż z drugiej strony – wymieniamy tylko końcówki.
  • Patyczki do uszu – kupuję biodegradowalne w Rossmannie
  • Papier toaletowy – póki co kupujemy po prostu największe możliwe opakowania, tak by stosunek ilość papieru/ilość folii był jak najbardziej korzystny
  • Do depilacji używam depilatora elektrycznego i pasty cukrowej. Kupiłam maszynkę na żyletki i czasem jej używam.
  • Nie używam wacików kosmetycznych – mam za to myjkę silikonową
  • Używamy drewnianych szczotek do włosów z włosia dzika (rewelacyjne są, TT się nie umywa)
  • Mam także wspomnianą wyżej szczotkę do ciała – również z naturalnego włosia
  • Gdy zajdzie taka potrzeba, będę używała kubeczka menstruacyjnego. Mam już zakupiony, ale nie dane mi było z niego skorzystać, gdyż moment po zakupie okazało się, że jestem w ciąży

Zmiany, które zamierzam wprowadzić w najbliższym czasie:

  • zakup łagodnego, nawilżającego mydła w kostce (dla mnie)
  • zakup szamponu w kostce (już wiem, że mydła w kostce to raczej nie jest coś, co służy moim włosom)
  • znalezienie odpowiedniego dla mnie kremu do twarzy (do cery naczynkowej) w szklanym opakowaniu
  • zakup jakiegoś delikatnego serum pod oczy
  • jesienią wracam do pracy i mój makijaż wyjdzie poza krem BB, natomiast pozostanie minimalistyczny – podkład, rozświetlacz, róż i tusz do rzęs. Nic więcej nie umiem aplikować 😂. Rozglądam się właśnie za jakąś w miarę naturalną i małośmieciową kolorówką, ale przyznam szczerze, że  niezbyt intensywne są te poszukiwania
  • czekam na przesyłkę z olejkiem z róży, który zamierzam włączyć do swojej codziennej pielęgnacji

Co pozostanie nie zero-waste?

  • Pasty do zębów dla dzieci. Chyba, że znajdę jakąś odpowiednią w metalowej tubce
  • Kremy z filtrem – j.w.- chyba, że uda mi się namierzyć jakieś bardziej zerowaste
  • Żel do mycia dla dzieci – raczej z niego nie zrezygnuję, ale po wypróbowaniu, czy sprawdza się o mycia całego ciała, zamierzam kupić coś w dużym opakowaniu i przelewać do butelki z pompką
  • Jeśli chodzi o mydło w płynie to także rozważam pozostanie przy zakupie ogromnych plastikowych baniaków z zamiennikiem. Chyba, że tak długo będziemy zużywać dotychczasowe, że zdążę dojrzeć do samodzielnej produkcji 😂

Na zakończenie tylko dodam, że do powyższego schematu pielęgnacji dochodziłam stopniowo. Nigdy nie miałam tendencji do nadmiernego gromadzenia kosmetyków, ale zdarzało mi się, że miałam po kilka kosmetyków jednego rodzaju. Potem miałam fazę na własne kosmetyki, ale one nigdy nie zastąpiły tych drogeryjnych, chociaż na pewno ograniczyły zakupy nowych. Wprowadziłam po prostu nieustający projekt „denko” – nigdy nie wyrzucałam kosmetyków (chyba, że się przeterminowały) tylko starałam się je zużyć do końca i ewntualnie nie zastępować nowym. Gdy zaczęłam interesować się tematyką zero-waste moja kosmetyczka była już skromna – teraz jestem na etapie optymalizacji i wymiany kosmetyków właśnie pod kątem opakowania. Bardzo chętnie posłucham jakiś sugestii i konkretnych porad dotyczących naturalnych (lub jak najbardziej naturalnych) kosmetyków w sensownych opakowaniach

  • To co ja mogę dodać jako kosmetolog to stosuj olej do zmywania na wilgotną skórę, nigdy na suchą.
    Cienie pod oczami to niestety zawsze duży problem więc tutaj kosmetyki średnio sobie radzą. Ja polecam zaoszczędzić trochę kasy i zrobić kilka zabiegów karboksyterapii właśnie na tę okolicę.

    Co do serum pod oczy to nie polecam kupować oddzielnie, takiego który jest dedykowany tylko pod tą okolicę. Ja polecam stosowanie jakiegoś bogatego serum na całą twarz oraz w okolice oczu. Szkoda przepłacać. Wiele osób poleca serum Liq z wit C. ja go nie stosowałam więc ciężko mi dać opinię.

    Jeśli chodzi o krem to warto zainteresować się marką Make Me Bio i ich kremem różanym. U mnie sprawdza się świetnie 😉 Mam nawet o nim wpis.

    • Dzięki za porady. Oleje zawsze stosuję na mokrą skórę, gdyż po prostu nieznoszę tego uczucia oleju na suchej skórze. Nie wiem, jak to opisać, ale olej jest taki tępy na skórze – przynajmniej migdałowy, który stosuje teraz (ale i parę innych, których używałam w przeszłości).
      Kremem różanym na pewno się zainteresuję – teraz kupiłam olejek i myślę, że razem na pewno pomogą.
      Co do cieni i wizyty u kosmetyczki – pewnie jak wrócę do pracy – póki co zbyt rzadko mam okazję wymknąć się z domu sama

      • Błagam ! Tylko nie kosmetyczka, a sprawdzony kosmetolog ! 🙂

  • Ja bym powiedziała bardziej, że niewiedza 😉 Ale nie martw się jak Cię wyedukuję 😀

  • szymon czernek

    Jeżeli chodzi o papier toaletowy to podpatrzyłam u „szafy sztywniary” papier toaletowy z biedronki taki bez opakowania na sztuki, kupiłam i jest ok