Tydzień bez zakupów -podsumowanie

W zeszłą niedzielę postanowiłam- spróbujemy przeżyć tydzień bez zakupów. Pod koniec ciąży wpadłam w jakiś szał robienia przetworów- bałam się, że nasze trzecie pachruścię będzie mega wymagającym dzieckiem, i że nie będę w stanie nic gotować. Poza tym chciałam zamknąć lato w słoikach, wiedząc, że zimą dostępność warzyw jest dużo mniejsza i są one znacznie mniej wartościowe niż latem. Nie ukrywam, że względy finansowe również odgrywały tu jakąś rolę- wolę latem kupić pyszną paprykę za 3zł niż kilka miesięcy później sprowadzaną niewiadomo skąd za złotych 18… W każdym razie przez cały lipiec, po tym jak dzieci zasnęły (o ile nie miałam zbyt ciężkiego dnia w pracy, który powodował, że padałam razem z tymi dziećmi) przetwarzałam kilogramy pomidorów, papryk, bakłażanów i cukinii i w różnorodnej formie pakowałam je w słoiki. W sierpniu, gdy już nie chodziłam do pracy trend ten utrzymał się. Dodatkowo wtedy zamroziłam kilka obiadów tak na „wszelki wypadek”. Po czym okazało się,  że:

  • dziecię trzecie może i jest jakieś mało śpiące, ale coś przy nim da się zrobić
  • we wrześniu pomidory i papryka nadal są pyszne i tanie. Jedliśmy więc raczej świeże niż zasłoikowane
  • w październiku z kolei wpadliśmy w jakiś szał jedzenia dyni, i grzybów i zapasów domowych też jakoś wcale intensywnie nie ruszaliśmy
  • w listopadzie zaczęliśmy jeść w dużej ilości warzywa strączkowe i ze spiżarki, oprócz przecierów pomidorowych jakoś wiele nie ubywało

W każdym razie na początku grudnia zorientowałam się, ze mamy pełną zamrażarkę i prawie pełne półki przetworów.  A wiecie, idą święta i pewnie nawet jeśli będziemy się bronić to dostaniemy coś „bo inaczej się zmarnuje” i dobrze by było mieć gdzie to schować. W niedzielę więc decyzja była podjęta -próbujemy jeść tylko to co mamy, by naruszyć zapasy i zobaczyć co też ciekawego możemy zjeść bazując tylko na obecnej zawartości szafek i lodówki. Wyjątkiem miały być jajka- kupujemy je dla nas i znajomych u zaprzyjaźnionej Pani- mamy w pewnym sensie abonament 😊 i z tego zamówienia nie mogliśmy zrezygnować.

W niedzielę wieczorem zaczęłam planować posiłki, a dwie godziny później okazało się, że wszystkie dzieci mają gorączkę i, że czeka nas tydzień bez zakupów za to z dziećmi 24h na dobę… Oczywiście, gdyby była potrzeba zakupu lekarstw dla dzieci natychmiast udzielilibyśmy sobie dyspensy. Na szczęście okazało się, ze żadnych leków kupować nie musieliśmy, jednak ze względu na dzieci raz zdecydowaliśmy się na zakupy. W środę skończyły nam się owoce, a że leczenie dzieci polegało głównie na faszerowaniu ich witaminami uznaliśmy, że możemy potraktować owoce jak lekarstwa i na ten jeden zakup sobie pozwolić.

Jak obecność dzieci w domu, wpłynęła na nasz ekspertment?

Znacznie. Nasze dzieci nie są niejadkami, ale nie jedzą wszystkiego; inaczej gotujemy gdy posiłek ma być dla całej rodziny (dominuje tradycyjna kuchnia polska), a inaczej, gdy tylko dla siebie (dużo więcej przypraw; dania dosyć pikantne). Większość moich przetworów jest robiona pod dorosłych, dlatego w czasie naszego tygodnia bez zakupów nie korzystaliśmy z nich tak intensywnie jak planowaliśmy. Ponadto fakt, że dzieci były chore spowodował, że do posiłków podchodziłam bardzo spontanicznie. Normalnie bardzo często gotuję obiad na dzień następny wieczorem. Teraz gotowałam raczej na bieżąco by nadążać za życzeniami dzieci. Chiałam by podczas choroby nie omijały żadnych posiłków, dlatego gotowałam dokładnie to, o co poprosiły. Do tego stopnia, że o ile nie wymagało to jakiegoś dużego wysiłku z mojej strony, zdarzało się, ze każdy jadł co innego. Bardzo mi też zależało na tym, by dzieci jadły jak najwięcej warzyw i owoców. Tych na szczęście mieliśmy akurat duży zapas, ale tak jak napisałam wcześniej- musieliśmy raz zdecydować się na zakupy. Wydaje mi się to fair, w czasie takiego eksperymentu, gdyż zakup owoców wynikał z choroby dzieci. Gdyby nie one w domu żadne zakupy nie byłyby potrzebne.

Kilka uwag dotyczących naszego żywienia

W tabelach z naszymi posiłkami każdego dnia znajdziecie pięć posiłków. Jednak to nie jest tak że co 3 godziny siadaliśmy cała rodziną przy stole. II śniadania i podwieczorki jadały praktycznie tylko dzieci. My raczej się nimi tylko częstowaliśmy. II śniadania to u nas najczęściej owoce i ja je po prostu kładłam  na stole i kto chciał, i kiedy chciał się sięgał po nie. Nasze dzieci wcześnie chodzą spać i kolację jedzą około 18. To jeszcze nie jest właściwa pora na posiłek dla nas. Zależy mi na jak największej ilości wspólnych posiłków, dlatego staramy się z dziećmi usiąść do kolacji ale jemy tylko symboliczną ilość, właściwa kolację zostawiając na późniejsze godziny.

Jedna rzecz, której nie wyjaśniłam- oboje pracujemy z domu, dlatego wszystkie posiłki są planowane dla całej rodziny.

Szacowanie cen

Ceny posiłków są szacowane. Tam gdzie to możliwe starałam się odtworzyć rzeczywiste ceny, jednak w przypadku przetworów i różnych produktów zakupionych wcześniej nie jestem w stanie ich sobie przypomnieć. Starałam się wtedy z grubsza oszacować ile wydałam na przygotowanie produktu. Bardzo dużo z moich przetworów było wykonane z produktów nam podarowanych – w takiej sytuacji starałam się użyć cen „rynkowych”. Moje obliczenia nie są bardzo skrupulatne – nie liczyłam soli, przypraw, chlustu oleju. Nie uwzględniam też kosztów energii, ale myślę, że i tak dają niezły podgląd na to, ile wydaliśmy na przeciętny posiłek.

Nasze menu w tygodniu bez zakupów

Poniżej przedstawiam co nasza cała rodzina jadła przez cały tydzień. W tabeli pod opisem znajduje się dokładniejszy skład posiłków wraz z szacowanymi cenami.

Poniedziałek

Wstałam ostatnia po ciężkiej nocy w związku z tym jeśli chodzi o śniadanie,  nie miałam wpływu na to, co będzie zjedzone. Dzieci wybrały kluski z mlekiem. Fatalny wybór biorąc pod uwagę, że i mleko i gluten raczej działają śluzotwórczo. Poza tym ja wiedziałam, że wąskim gardłem naszego tygodnia bez zakupów będzie mleko. No trudno. My zjedliśmy po dwie kromki chleba z łososiem i kiełkami, które właśnie dorosły do „spożywczego” rozmiaru. Na drugie śniadanie były owoce. W ciągu dnia wyciągnęłam z zamrażarki nieduży pojemnik z rosołem- miał to być obiad dla dzieci. Syn zaprotestował i zażądał ogórkowej. Zgodziłam się. Wzięłam porcje rosołu, ugotowałam w niej pokrojonego ziemniaka i dorzuciłam pół słoiczka kiszonych startych ogórków (mój przetwór jeszcze z zeszłego roku). My zjedliśmy makaron z łososiem i zamrożonym (w pudełku po lodach, a jakże) koperkiem. Na podwieczorek zrobiliśmy sok warzywno-owocowy a na kolację były gofry karobowe (karob podobno działa odśluzowująco).

Menu na caly dzien

Wtorek

We wtorek próbowałam kontynuować odśluzowujący wątek. Na śniadanie w związku z tym była jaglanka z suszonymi owocami. Na II śniadanie były gofry z poprzedniego dnia i jabłka.

Rano ugotowałam gar bulionu warzywnego i poprzelewałam do butelek. Z pierwszej partii zrobiłam krupnik dla dzieci. Gdy rano szukałam w szafce kaszy jaglanej znalazłam resztkę mąki z ciecierzycy i postanowiłam zrobić z niej farinatę na drugie danie. W czasie gdy się piekła zrobiłam bardzo spolszczone tzatziki- do jogurtu dorzuciłam czosnek oraz kiszone starte ogórki ze słoika otworzonego na zupę dla syna dzień wcześniej. W lodówce więdła mi rukola i zrobiłam z niej znacznie uproszczone pesto. Dodatkowo otworzyliśmy słoiczek domowej ljutenicy.

Po południu upiekliśmy z dziećmi ciasteczka dla Mikołaja i stanowiły one nasz podwieczorek. Na kolację był koktajl z truskawkami. My, gdy dzieci poszły już spać zjedliśmy jeszcze po ciasteczku zostawionym na parapecie dla Mikołaja i po takiej ilości słodyczy nie mieliśmy ochoty na kolację.

menu na caly dzien

Środa

Znowu zjedliśmy jaglankę, tym razem z mrożonymi aroniami z ogródka babci. Na drugie śniadanie mieliśmy mandarynki i Mikołajowe ciasteczka. Zrobiłam po małej porcji zupy soczewicowej a na drugie danie pyszne placki z kiszonej kapusty. Do placków mieliśmy tzatziki i pesto z rukoli z dnia poprzedniego. Potem zjedliśmy jeszcze granata a dzieci wypiły sok warzywno-owocowy. Na kolację zrobiliśmy placki z jaglanki, która została po śniadaniu.

menu sroda

Czwartek

W nocy rozmroziłam kawałek chleba. Na śniadanie zjedliśmy placki z dnia poprzedniego- my fuczki, dzieci te jaglane. Na drugie śniadanie były kanapki z masłem orzechowym oraz mandarynki. Na obiad – zupa dyniowa.  Podczas zabawy w chowanego potrąciłam dynię,  a ta spadła ze schodów i pękła na pół. Trzeba ją było natychmiast wykorzystać. Powstał z niej obiad na dwa dni.

Na podwieczorek wypiliśmy sok z jabłek i marchewki, zaś na kolację upiekłam muffinki z pulpy, która powstaje przy produkcji soku.

Piątek

Na śniadanie jajecznica; na drugie śniadanie zjedliśmy po wczorajszej muffince i kilka migdałów. Obiadu nie musiałam gotować, gdyż mieliśmy zupę dyniową. Podwieczorek to po prostu owoce, a na kolację dla dzieci wyczarowałam smoothie bowl. My, gdy dzieci poszły spać zjedliśmy śledzie z resztkami pesto z rukoli, kilkoma oliwkami oraz suszonymi pomidorami (z tego słoika, z którego wykorzystałam olej do produkcji rzeczonego pesto). Tego dnia upiekłam też pasztet z soczewicy, wykorzystując w końcu warzywa z gotowania bulionu.

Sobota

Śniadanie to pasztet z soczewicy. Dzieciom nie smakował i tylko podłubały. Ugotowałam kolejny bulion- tym razem na marchewce, selerze i mrożonych porach, gdyż nie miałam już pietruszki. Tego dnia w końcu udało się zjeść trochę zamrożonych obiadów. Oprócz granata na II śniadanie dzieci dostały po pół rozmrożonej jagodzianki. Potem zjedliśy zupę pomidorową, na drugie danie zaś- oni pierogi z jagodami (sama! tymy ręcami zrobiłam w jakimś ciążowym kuro-domowym szale), my kotlety z kalafiora (mam jeszcze jedną paczkę; z przepisu Jadłonomii wychodzi ich bardzo dużo), do których podałam ziemniaki i fasolkę szparagowa ze słoika (pierwszy raz w tym roku robiłam, ale do powtórzenia na pewno, bo pracy przy tym prawie nie ma, a fasolkę uwielbiamy). Wieczorem upiekliśmy chlebek bananowy i stanowił on kolację dla dzieci. Do nas wpadli znajomi i zjedliśmy z nimi wczorajsze  śledzie, pasztet z fasoli, marynowane grzybki, ogórki kanapkowe, ljutenice, keczup z cukinii oraz rewelacyjny czosnek w oliwie.

sobota menu

Niedziela

Nie miałam zupełnie weny do gotowania i ostatecznie był to chyba dzień najgorzej skomponowanych posiłków. Na śniadanie znowu jajecznica. Chlebek bananowy oraz domowy kompot z truskawek to nasze II śniadanie.  Na obiad zrobiłam pieczone placki ziemniaczane. Do nich zjedliśmy rozmrożoną duszona kapustę (zupełnie nie pamiętałam, że coś takiego mam). Po południu dzieci zaczęły jęczeć o mleko, więc podjęłam próbę zrobienia owsianego. W planach miałam zrobienie ciasteczek z pulpy. Gdy już zabrałam się za pracę zadzwoniła rodzina, że będą u nas za pół godziny. Szybko zrobiłam muffinki z aronią odcedzajac część mleka (resztę zostawiłam nieodcedzoną- błąd, który spowodował, ze z reszty zmiksowanych płatków zrobiłam następnego dnia gar budyniu, zamiast mleka, gdyż nie dało się już tego odcedzić). Wieczorem dojadaliśmy placki z obiadu.

menu niedziela

Podsumowanie kosztów jedzenia

Łącznie, nasze posiłki w tygodniu bez zakupów kosztowały 178.4 zł, z czego ostatecznie zaledwie 26 zł to był koszt wytworzenia przetworów, które zrobiłam latem. Tak jak wspomniałam – w tym tygodniu zjedliśmy ich mniej niż się spodziewałam. Udało nam się za to zjeść sporo bieżących zapasów – wszystkie warzywa i owoce (wraz z tymi, które dokupiliśmy), cały cukier, wszystkie tłuszcze, mleko i jego przetwory.  Na pierwszy rzut oka posiadanie przetworów nie przyniosło nam wielkich oszczędności, ale to pozory – każda alternatywa (gotowe produkty lub świeże owoce) byłaby droższa. Dobrym przykładem jest mus truskawkowy, którego nie sposób jest kupić. Alternatywnie można kupić mrożone truskawki, ale będą one dużo, dużo droższe niż domowy mus zrobiony z truskawek kupionych w szczycie sezonu.

Przeciętny obiad kosztował nas 6.6 zł. Niedużo, biorąc pod uwagę, że był to posiłek dla czterech osób. Proporcjonalnie najdroższe były podwieczorki – tu koszt rozkładał się tak naprawdę na 2-3 osoby, gdyż jadły je tylko dzieci. Wynika to głównie z wysokiej ceny owoców, które stanowiły podstawę większości tych posiłków i fakt, że robiliśmy także ciasteczka i muffinki.

 

 

 

Najwięcej w tym tygodniu kosztowały nas owoce. Po piersze jedliśmy ich sporo, po drugie były one dosyć drogie – np. każdy granat to koszt około 8 zł; banany kupowliśmy BIO. Gdybyśmy chcieli wprowadzić jakieś oszczędności w tej kategorii powinniśmy trzymać się zasady, że jemy sezonowo i lokalnie (czyli skupić się na jabłkach). Tabela poniżej sugeruje także, że dieta wegetariańska jest dużo tańsza niż ta, która uwzględnia wszystkie grupy żywności. Ryby jedliśmy tylko 2 dni (i tylko my – dzieci nie), a mimo to kosztowały nas więcej niż warzywa, które stanowiły podstawę wyżywienia przez większość tygodnia.

koszt produktów

Jakie wnioski na przyszłość mogę wyciągnąć z tygodnia bez zakupow?

Pierwszy jest taki, ze w domu mamy naprawdę dużo jedzenia.

Nasz sposób robienia zakupów i rodzaj kupowanych produktów sprzyja „postom zakupowym”. Praktycznie zawsze mamy solidną bazę do przygotowania kilku posiłków.
Nasza baza to warzywa korzeniowe, z których można ugotować bulion, przecier pomidorowy, ziemniaki, cebula, mąka,  banany oraz jajka.

Tak jak przypuszczałam przeszkodą w zmniejszeniu częstotliwości zakupów jest mleko. Kupujemy mleko pasteryzowane, które powinno być pożytek w ciągu kilku dni. W tygodniu bez zakupów znacznie ograniczyliśmy jego spożycie-w zwykle dni używamy to znacznie więcej. O ile nie przerzucimy się chociaż częściowo na mleko roślinne (własnej produkcji), ciężko będzie nam zmniejszyć częstotliwość zakupów.

Podstawą naszego sukcesu były warzywa korzeniowe. Umożliwiały one ugotowanie bulionu, co z kolei było podstawą do zup, które jedliśmy prawie codziennie.

Planowanie posiłków bardzo ułatwiłoby nam życie. Myślę, że przy odpowiednim planowaniu moglibyśmy robić zakupy dwa razy w tygodniu.

Nasze posiłki są raczej w duchu zero waste. Generujemy odpadki organiczne (warzywa korzeniowe, które miałam nie były BIO i nie proponowałbym np. robić bulionu z ich obierek), ale duża część resztek jedzenia potrafimy zagospodarować. Pasztety roślinne, ciastka z pulpy, placki z resztek jaglanki to nie były wyjątki zrobione na potrzeby tygodnia bez zakupów – takie zagospodarowywanie resztek to dla nas norma.

Mimo, że nie jesteśmy wegetarianami w tym tygodniu nie jedliśmy żadnego mięsa (jedyny wyjątek, to rozmrażany rosół, który był gotowany na mięsie) i go nam w ogóle nie brakowało.

Czy coś zmienię w naszej diecie lub sposobie robienia zakupów ?

Postaram się ograniczyć ilość przechowywanego jedzenia. Co nie znaczy, że zamierzam zrezygnować z zapasów – będę je po prostu bardziej dostosowywać do naszych potrzeb.

W przyszłym roku zrobię mniej przetworów typu keczup, czy sos, gdyż nie używamy ich tak dużo. Postaram się za to mieć więcej gotowych surówek i dodatków do posiłków.

Po tym jak zrobi nam się bardziej pusto w zamrażarce postaram się zrobić zapas bulionu – to bardziej praktyczne i ekonomiczne rozwiązanie, niż trzymanie stale warzyw, które mogą być jego podstawą. Po pierwsze nie ryzykuję, że warzywa mi się zepsują, po drugie łatwiej będzie mi zagospodarować resztki.

Postaram się częściowo przerzucić na mleko roślinne – szczególnie owsiane, gdyż robi je się super szybko i łatwo (a jak nie wyjdzie zawsze można zrobić z niego budyń ;))

Chleb będę mrozić w kromkach. Dzięki temu szybciej się będzie rozmrażał, poza tym będę mogła mieć go dokładnie tyle ile potrzebuję.

W ten sposób nasz schemat zakupów może wyglądać następująco:

  • raz na 1.5-2 miesiące zakup kasz, strączków i mąki (kupujemy hurtowo wraz ze znajomymi by ograniczyć ilość przesyłek i opakowań)
  • raz na 2 tygodnie – uzupełnienie zapasów tłuszczów (olej do smażenia, olej kokosowy, masło), i inych produktów typu herbata, mleko kokosowe, innych produktów, które zdążyly się zużyć
  • raz w tygodniu – chleb, warzywa (zimą), mleko, jakieś ryby lub mięso
  • 2 razy w tygodniu – owoce, warzywa (latem), ewentualnie mleko jeśli nie przerzucimy się na roślinne

A jak często wy robicie zakupy?

 

 

 

  • Bardzo ciekawie i rzeczowo napisałaś. Mnie szczególnie zaciekawiły babeczki i ciastka robione z pulpy po soku oraz przepis na budyń jaglany. Podzielisz się nimi na blogu?
    Sama często próbuję robić jak Ty – nie kupować i wykorzystywać to co jest w domu. na pewno pomagają w tym zapasy np kaszy dzięki której można odmienić obiad.

  • Super, czekam w takim razie na ten post.

  • Katarzyna Ofman

    Witam
    Podziwiam bardzo niskie wydatki na jedzenie,ale sama staram się żywić swoją rodzinę zdrowo i mam pewne wątpliwości?Jak zrobić sok dla 4 osób z 3 mandarynek,2 jabłek i buraka???Jaką porcję pijecie?U nas 2 osoby dorosłe i 17 miesięczne dziecko to 2-3pomarańcze,3-4 jabłka ,burak,1-2 pietruszki i ok.4 marchewek średniej wielkosci…

  • Katarzyna Ofman

    Mam też pytanie czy zawsze jecie takie skromne obiady?Jedno danie typu zupa dyniowa czy placki ziemniaczane ani nie dostarczą potrzebnej ilości kalorii ani niezbędnych substancji odżywczych…Nie jestem zwolennikiem tradycyjnych schabowych z ziemniakami i surówką i obowiązkowej zupy oraz kompotu,ale wydaje mi się to ciut za mało.Pozdrawiam serdecznie:)i zostaję na dłużej:)

  • Kasia

    Dziękuję za odpowiedź.Nie czepiam się tylko dociekam bo naprawdę imponują mi takie wydatki i takie planowanie,ale już wiem,że u nas by to nie przeszło.Mąż przekonał się do bezmięsnych dań,ale mięso musi być min.4xw tyg.,wędlina,sery,itp.Szukam,czytam,sprawdzam,ponieważ od początku stycznia jestem na urlopie wychowawczym więc zostanie nam tylko jedna pensja.500+nie mamy więc trzeba będzie jeszcze uważniej przyjżeć się wydatkom;)Wydatki spisuję już drugi rok,wiem gdzie wydajemy najwięcej i to niestety właśnie jest jedzenie.Z drugiej strony nie chorujemy,wyniki mamy wzorowe …Sama nie wiem.Z pewnych rzeczy do tej pory nie chcieliśmy zrezygnować a może teraz po prostu będziemy musieli…