Jak wyżywić niemowlaka?

Czy ja już pisałam na tym blogu, że jestem leniwa? Jeśli nie, to nadrabiam zaległości. Jestem leniwa. Jeśli istnieje cień szansy, że coś da się zrobić mniejszym wysiłkiem — na pewno postaram się to wypróbować. Dotyczy to przede wszystkim takich przyziemnych spraw jak sprzątanie, robienie zakupów i gotowanie. A szczególnie gotowania niemowlakom.

Oczywiście gotowania niemowlakom można uniknąć, korzystając z gotowych dań w słoiczkach. Nie jestem ich wrogiem. Przy pierwszym dziecku zdarzało się nam z nich korzystać. To bardzo fajny sposób na podanie posiłku, w skład którego wchodzą rzeczy, których zakup i przygotowanie byłyby kłopotliwe. My słoiczki podawaliśmy głównie w czasie wyjazdów, a także czasami, gdy ja byłam w pracy, a nie udało mi się ściągnąć wystarczająco dużo mleka, by zaspokoić głód dziecka. Rozumiem doskonale tych, dla których to podstawowy sposób żywienia dzieci. Ma mnóstwo zalet:

Oszczędność czasu — odpada wybór składników, szukanie ich w sklepach, przygotowywanie do obróbki, gotowanie, blendowanie, zmywanie
możliwość zaserwowania fajnych posiłków ze składników, których samemu raczej by się z różnych względów nie kupiło
wygoda — wystarczy odkręcić i ewentualnie podgrzać. Można nakarmić dziecko bezpośrednio ze słoiczka
bezpieczeństwo — warzywa i inne składniki pochodzą od certyfikowanych dostawców.

Jest to fantastyczne wyjście dla tych, którzy po prostu nie umieją gotować.

Równocześnie niestety karmienie słoiczkami ma także szereg wad.

  • W porównaniu z samodzielnie ugotowanym obiadem, jedzenie słoiczkowe jest bardzo drogie
  • Oprócz kilku produktów przeznaczonych dla najmłodszych dzieci praktycznie nie ma dań jednoskładnikowych. Nie jest łatwo dojść co dziecko lubi, a czego nie lubi, a co gorsza — na co ma alergię, a na co nie
  • Karmienie papkami rozleniwia i łatwo można przeoczyć moment, gdy powinno się wprowadzić pokarmy o bardziej zróżnicowanej strukturze
  • Karmienie dziecka papkami nie uczy samodzielności.

Dlatego my od samego początku byliśmy nastawieni na rozszerzanie diety metodą BLW (Baby Led Weaning/Bobas lubi wybór).

Co to jest BLW?

BLW polega na rozszerzaniu diety w pewnym sensie z pominięciem etapu papek. Od momentu, gdy dziecko jest gotowe (samodzielnie siedzi, jest zainteresowane jedzeniem, potrafi coś schwycić w rączkę) podaje mu się do wyboru różne produkty, najczęściej w kawałkach. Są to przeważnie ugotowane warzywa, kawałki mięsa lub ryby, owoce, różnego rodzaju kluski, placki. Dziecko samo decyduje, czego spróbuje i ile tego zje. Bawi się przy tym przednio i doskonali motorykę małą ściskając, zgniatając, wcierając, podrzucając to, co ma zaoferowane. Na wczesnych etapach rozszerzania diety nie chodzi o to, by dziecko się najadło, lecz by zbudowało sobie zdrowe nawyki żywieniowe, zaznajomiło się z różnym konsystencjami, fakturami, temperaturami i smakami pożywienia. To świetny sposób, by poznać preferencje dziecka. Dziecko nie powinno być zmuszane, czy nawet zachęcane do zjedzenia wszystkiego — to ono ma zadecydować ile chce zjeść i co ma wylądować w buzi, a co potencjalnie gdzie indziej. Nie jest to łatwa metoda dla miłośników porządku. Nigdy tego nie zrealizowałam, ale za każdym razem, gdy przy kolejnych dzieciach nadchodził etap rozszerzania diety marzyłam, by mieć domową kurę, która by te wszystkie odpadki zjadała. Miałam nawet genialny plan wyprodukowania pieluch dla domowych kur. Po krótkim research okazało się, że pomysł wcale nie jest nowatorski i w Chinach już takie pieluchy produkują.

Wyzwania przy żywieniu niemowląt

W sumie niezależnie, czy rozszerza się dietę metodą BLW, czy karmi się zmiksowanymi zupkami, problemem jest to, że taki obiad dla dziecka trzeba ugotować. Trzeba znaleźć na to czas, a nie jest to łatwe, gdy równocześnie trzeba się głównym beneficjentem tych obiadów zajmować. Posiłki dla niemowlaków i małych dzieci muszą być zrobione z produktów najwyższej jakości i świeżości. Muszą być także dostosowane do wieku dziecka i możliwości jego układu trawiennego. Powinno się unikać smażenia; potrawy powinny być lekko strawne, bez zbędnych ulepszaczy i dodatków smakowych. Jest to jedna z przyczyn, dla których wiele osób decyduje się na gotowe dania dla dzieci — nie chcą gotować dwóch obiadów — dla siebie i dla dziecka. Ja na pewno nie chcę i tego (prawie) nigdy nie robię ani nie robiłam.

Jak ugotować obiad odpowiedni dla siebie i dla dziecka?

Od początku rozszerzania diety dzieci starałam się tak zaplanować posiłki, by minimalizować czas spędzony na zakupach i w kuchni. Jeśli chodzi o zakupy to przy planowaniu posiłków zastanawiałam się, co z tego, co my będziemy jedli nada się dla dziecka i te produkty starałam się kupić w wersji BIO.

Gdy maluch był na początku rozszerzania diety (6-8 miesiąc życia) dostawał głównie jakieś ugotowane warzywa. Jeśli gotowałam zupę zaczynałam od wywaru warzywnego i po prostu wyławiałam dla dziecka wybrane składniki.

Do innych dań niektóre przyprawy i sól dorzucałam na końcu, wybierając wcześniej składniki dla dziecka.

Na co dzień jemy raczej zdrowo, ale gdy dzielimy się posiłkiem z dzieckiem po prostu jeszcze większą uwagę zwracałam na skład, tak by nie faszerować malucha chemią.

Jedliśmy dużo zup, zapiekanek warzywnych, kaszotto, risotto — dania te bardzo łatwo dostosować do potrzeb maluchów.

Zdarzało się, że gdy nasz posiłek był nieodpowiedni dla dziecka, gotowałam mu warzywa na parze (czasami wykorzystując ten sam garnek, w którym gotowało się nasze jedzenie — mam metalowy durszlak, który można położyć na garnku). O podobnych patentach napiszę w dalszej części wpisu.

Gotowałam zawsze trochę więcej kaszy, ryżu czy makaronu i kiedy była potrzeba szybko przerabiałam ten nadmiar na danie dla dziecka — kasza zmiksowana z bananem i ewentualnie odrobiną mleka (roślinnego, krowiego lub kobiecego) staje się pysznym budyniem. Ryż można podać ze startym jabłkiem. Makaron i odrobina sosu pomidorowego to już prawie gotowe danie. Z ugotowanej kaszy można także szybko zrobić placuszki lub kotlety.

Zawsze mam także w pogotowiu jakieś warzywa i owoce — świeże i suszone. W awaryjnych sytuacjach, gdy nie miałam nic gotowego urozmaicałam posiłki dzieci właśnie nimi.

BLW a schemat rozszerzania diety

Wiele osób, które rozszerzają dietę dzieciom przerażonych jest schematem rozszerzania diety, martwią się objętościami mlecznych i niemlecznych posiłków. Przed podaniem każdego dania sprawdzają, czy na pewno można już podać dziecku dany składnik, czy lepiej poczekać te trzy dni aż skończy wymagana ilość miesięcy 😂.

Blw zdejmuje w dużej mierze tę presję z rodzica. Założenie jest takie, że niemleczne posiłki służą oswojeniu układu pokarmowego z nowymi produktami. Do mniej więcej ukończenia przez dziecko roku, podstawą wyżywienia i tak powinno być mleko.

Nie ma wiec wielkiego znaczenia ile dziecko zjada. Nie trzeba ważyć, mierzyć i odliczać objętości zupek i dan.

Wiele podawanych produktów jest tylko „na próbę” – dziecko nie zjada ich dużo. Czasami to jest dosłownie polizanie czegoś. Daje to większy luz, jeśli chodzi o kolejność wprowadzania pokarmów.

Należy jednak zachować rozsądek. To, że dziecko nie zje czegoś dużo nie uprawnia do podawania mu produktów, z którymi układ pokarmowy może mieć trudności.

W związku z tym ja przy rozszerzaniu diety metoda BLW mimo wszystko mniej więcej przestrzegałam schematów rozszerzenia diety.

Na początku były to prawie tylko warzywa i owoce. Dodatkowo podawaliśmy w niedużych ilościach pieczywo — kawaek skórki od chleba jest doskonałym zajmowaczem czasu dla bezzębnego berbecia.

Potem pojawiły się jogurty, jajka. Posiłki stawały się coraz bardziej złożone i wieloskładnikowe — kluseczki (np. z kaszy jaglanej, kopytka), naleśniki, placki.

Od czasu skończenia roku nasz maluch dostaje do jedzenia właściwie to samo co, my. Czasami (przeważnie) zjada wszystko, co dostanie lub nawet prosi o więcej. Czasami nie zjada nic. Wiemy, że nie musimy się tym przejmować — nadrobi pewnie przy kolejnym posiłku, lub następnego dnia.

Jak przygotować równocześnie danie dla starszych i młodszych członków rodziny

Starsze niemowlę i maluch w wieku 1-3 lata może już jeść praktycznie to, co rodzice (o ile odżywiają się zdrowo i jedzą raczej dania lekkostrawne). Smażone potrawy są ciężkostrawne — preferowane jest gotowanie (szczególnie na parze), duszenie, pieczenie oraz oczywiście spożywanie surowych warzyw i owoców. Wystarczy uważać z przyprawami, większość z nich wsypując pod koniec gotowania — po odłożeniu porcji dla dziecka lub bezpośrednio na talerzu. Podobnie należy postępować z solą.

W przypadku niektórych dań należy się liczyć z tym, że będą w związku z tym mniej słone. My mieliśmy na początku problem z ziemniakami gotowanymi w wodzie — posolone ma sam koniec lub na talerzu są jednak mniej słone niż, gdy gotuje się je w posolonej wodzie. Jednak do braku soli można się przyzwyczaić i po jakimś czasie kubki smakowe akceptują mniej słone dania. A wręcz zaczynają smakować.  Nas uratowało gotowanie na parze — przy takiej obróbce sole mineralne nie są tak łatwo wypłukiwane z warzyw w zwiazku z czym mają one bardziej bogaty i złożony smak — nie wymagają takiej ilości soli.

Podobnie postępujemy z makaronem — w tym przypadku brak soli można doskonale zrekompensować ciutek więcej soląc sos.

Więcej trudności sprawia gotowanie dla młodszego dziecka, które je dopiero nieliczne produkty.

My rozszerzanie diety zaczynaliśmy od gotowanych warzyw. Wyciągałam po prostu ugotowane marchewki.i pietruszki i po przestudzeniu dawałam dziecku. Czasami do bulionu dorzucałam inne warzywa — różyczka brokuła czy kalafiora nie zmienia bardzo smaku bulionu, a dziecko miało więcej warzyw do spróbowania.
Również przy gotowaniu innych zup dorzucałam po prostu różne warzywa dla dziecka i je łowiłam, gdy były gotowe. Wrzucałam zawiniętę w folię (lub nie) warzywa do piekarnika podczas pieczenia różnych dań i ciast – w ten sposób bardzo często przygotowywałam buraka lubianego przez 2/3 moich dzieci 😉

Gdy gotowałam coś, co nie bardzo nadawało się na danym etapie rozwoju dziecka (np. zupę grzybową) – warzywka dla dziecka gotowałam na parze — w durszlaku na garnku.

Czasami dla dziecka można wykorzystać tylko część dania. Np. gdy przygotowuje się jakieś spaghetti -można dziecku podać sam makaron polany np. odrobina przecieru pomidorowego a samemu zjeść makaron z bardziej urozmaiconym sosem. W przypadku pieczonych kotletów robiłam „wspólną część masy”, następnie formowałam kotleciki dla dziecka, do reszty dodawałam niewskazane składniki i robiłam kotlety dla nas i starszych dzieci.

Wspomniałam już wcześniej o plackach i kotletach z nadmiaru kaszy — to świetny patent, dzięki któremu nie marnuje się żywności, a równocześnie bardzo szybko można stworzyć jakieś danie.

Jeśli chodzi o mięso, to dobrym sposobem jest gotowanie w zupie lub innym daniu, gotowanie na parze. Ja z mięsa robiłam delikatne pulpeciki, które zamrażałam. Potem najczęściej rozmrażałam i podgrzewałam je na parze. Podobnie postępowałam z rybą. Świeżą rybę dzieliłam na małe porcje, które zamrażałam. Przygotowywałam najczęściej na parze lub dorzucałam do jakieś zupy, o ile nie było zbyt dużego ryzyka, że zaburzy smak. Oczywiście świeże mięso i ryby byłyby lepszym wyborem, ale korzystanie z mrożonych bardzo ułatwia logistykę.

Przykłady posiłków naszych i dziecka

Najłatwiej ilustrować wszystko przykładami, przedstawiam wiec nasze menu z jednego dnia pokazujące, co jedliśmy my, a co nasz maluch. Oddzieliłam pierwszy i drugi okres rozszerzania diety (6-8 miesięcy) i późniejszy (9-12 miesięcy).

Śniadanie

My — jajecznica, świeże warzywa, chleb razowy

Dziecko 6-8 miesięcy — pokrojone jabłko, kawałki ogórka, kawałek chleba

Dziecko 9-12 miesięcy — jajecznica, świeże warzywa, chleb razowy, pokrojone jabłko

Drugie śniadanie

Owoce sezonowe

Obiad – pierwsze danie

My — Zupa jarzynowa

Dziecko 6-8 miesięcy – Marchew, pietruszka wyłowione z gotowania wywaru, kawałki ziemniaków z zupy

Dziecko 9-12 miesięcy – Warzywa z zupy (gęsta część zupy) polane oliwą, kawałek ryby ugotowany w zupie

Obiad Drugie danie

My –  kotlety z soczewicy i pieczarek, sałatka z rukoli, ziemniaki

Dziecko 6-8 miesięcy — warzywa z gotowania wywaru (to samo co na pierwsze danie), ziemniaki polane masłem

Dziecko 9-12 miesięcy — masa na kotlety przed dodaniem pieczarek, ziemniaki, warzywa (te same co w sałatce) polane oliwą

Podwieczorek

My — czekoladowy budyń z kaszy jaglanej

Dziecko — budyń z kaszy jaglanej (odłożony przed dodaniem czekolady)

Kolacja

My — Placki na jogurcie z dżemem

Dziecko 6-8 miesięcy – Jogurt naturalny

Dziecko 9-12 miesięcy – Placki na jogurcie, owoce sezonowe

Korzyści z leniwego BLW

Nie jestem w stanie oszacować, ile kosztuje wyżywienie niemowlaka dzięki takiemu leniwemu podejściu, gdy dziecko żywi się niejako „przy okazji”. Trudno zliczyć dokładną ilość produktów, które spożywa.  Nawet zakładając, że dania słoiczkowe kupuje się w promocji wychodzi conajmniej 3zł za obiadek – domowe jedzenie przygotowane wraz z daniami dla starszych członków rodziny kosztuje znacznie, znacznie mniej.

Dzięki BLW bezporoblemowo odkrywa się preferencje smakowe dziecka. Gdy dostaje zmiksowane produkty ciężko dociec, dlaczego coś maluchowi smakuje, lub nie. Gdy odkryje się już, że np. nie lubi brokuła, rodzice z reguły unikają obiadków zawierających ten składnik – po co wydawać pieniądze na coś, czego dziecko i tak nie zje. Przy BLW bez większego wysiłku można propnować dziecku odrzucone przez niego wcześniej smaki – ponieważ coś jest i tak już ugotowane dla pozostałych członków rodziny – dlaczego nie spróbować i nie zaproponować tego kolejny raz dziecku? Nie ma gwarancji, że dzięki BLW dziecko bedzie jadło wszystko, ale zdecydowanie widzę na przykładzie dzieci swoich i znajomych, że trudniej o wychowanie niejadka. Nasze dzieci jedzą prawie wszystko. Każde ma jakieś swoje sympatie i antypatie, ale ogólnie ich dieta jest dosyć urozmaicona (trochę musimy popracować nad ilością warzyw spożywanych przez najstarszego syna; chciałabym też by zaczęli jeść więcej kiszonek).

Nie sposób też oszacować czasu, który oszczędza się dzięki takiemu „przyokazyjnemu” gotowaniu. Niby przygotwanie zupy dla dziecka nie trwa długo, ale gdy równocześnie trzeba sprawować opiekę nad dzieckiem, gotować normalny obiad, każda zaoszczędzona minuta jest na wagę złota. Dla mnie oszczędność czasu była kluczowa – dzięki zaprezentowanemu sposobowi rozszerzania diety nie musiałam robić dodatkowych zakupów i poświęcać czasu na osobne posiłki.

Podziel się: