Edukacja Finansowa Dzieci – absolutne podstawy

Zastanawiaam się, jak zacząć ten wpis unikając truizmów typu „wszyscy chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej”, „daj głodnemu rybę…”itp. Ale wiecie – w sumie temat edukacji finansowej dzieci opiera się na truizmach. Edukacja finansowa dzieci to absolutna konieczność i stety lub niestety musimy zająć się nią my – rodzice, gdyż tematów okołofinansowych w programie nauczania jest niewiele. Jeśli w ogóle jakieś są.

A tematem na pewno warto się zająć, gdyż im lepiej nasze dzieci będą zarządzały finansami osobistymi, tym mniejszy będzie nasz koszt emocjonalny ich dorosłości ;). Nie mówiąc już o tym, że możemy dzięki temu zmniejszyć nasz fundusz awaryjny, na finansowe niespodzianki, które taki nieprzygotowany młody człowiek może sobie i nam zafundować.

Co więc należy zrobić by nasze dzieci uniknęły błędów popełnianych przez nasze pokolenie i by w przyszłości potrafiły zarządzać swoim majątkiem najlepiej jak to możliwe?

Warto tu wziąć pod uwagę, jak uczą się dzieci. A uczą się przede wszystkim przez obserwację oraz własne doświadczenie. Na nic zdadzą się więc długie wywody o etyce pracy, wartości pieniądza i konieczności oszczędzania. Musimy dzieciom POKAZAĆ jak zarządzać budżetem, a następnie pozwolić im tego DOŚWIADCZYĆ.

1. Świeć przykładem

Niestety – ciężko będzie nam nauczyć dzieci rozsądnego gospodarowania pieniędzmi, jeśli sami tego nie robimy. Dzieci patrzą na nas, obserwują, wyciągają wnioski i…naśladują, a przynajmniej tworzą sobie jakieś schematy postępowania. Jeśli sami nie mamy dobrych nawyków finansowych nauczenie ich dzieci będzie niezwykle trudne. W takiej sytuacji zacznijcie po prostu edukację finansową razem z dzieckiem.

2. Bądź widoczny

Nawet jeśli finansowym ninja już jesteś, lub niewiele Ci brakuje, samym swoim zachowaniem możesz kształtować dobre nawyki u swoich dzieci o ile je…widzą. Często sprawami finansowymi zajmujemy się jak dzieci już śpią. Oznacza to, że umyka im znaczna część naszego ” finansowego backstage’u”. Wyjdźmy z szafy! Niech dzieci widzą część planowania budżetu, niech widzą jak płacimy rachunki, niech widzą jak wychodzimy z długów. Jeśli dopiero sami uczymy się gospodarności szczególnie ważne jest by dzieci to widziały.

3. Odmawiaj sobie przy dziecku

Punkt powiązany z poprzednim. Zabieramy dzieci na zakupy, pokazujemy im jak płacimy. To czego dzieci nie mają często szansy zobaczyć to…nasze niewykonane zakupy. Te wszystkie rzeczy, których sobie nie kupiliśmy, nasze rozterki, czy możemy sobie na coś pozwolić. Oczekujemy od naszych dzieci, że odstąpią od swoich pragnień i zrezygnują z jakiejś zachcianek, a one rzadko mają okazję zobaczyć jak my to robimy. Z perspektywy dziecka dorośli kupują sobie wszytko, czego tylko chcą. Pokażmy dziecku jak wzdychamy do czegoś, jak oszczędzamy na coś pieniądze i pokazujmy, że bywa iż nie kupujemy tego, co jest z kolei naszą zachcianką.

4. Rozmawiaj

Tłumacz dziecku swoje decyzje finansowe, nie ukrywaj problemów. Nie chodzi o to, by obarczać dziecko ciężarem swoich problemów finansowych, ale jeśli macie jakieś długi, dobrze by było, by dziecko wiedziało, że macie jakieś zobowiązania finansowe, i że to dlatego musicie np.powstrzymać się od jakichś zakupów. Tłumacz dziecku co robisz, gdy wyciągasz pieniądze z bankomatu i wyjaśnij skąd się tam biorą. Tłumacz mechanizm reklamy i promocji. Opowiadaj o zasobach naturalnych i energii i wyjaśniaj dlaczego trzeba je oszczędzać. Nie unikaj pytań dziecka o pieniądze, waszą kondycję finansową, nierówności społeczne. Bądź szczery i nie kłam. Jeśli masz problem z niektórymi pytaniami posiłkuj się odpowiednimi lekturami (co pięknie prowadzi nas do kolejnego punktu.

5. Czytaj

Na rynku jest w sumie niewiele książek wspierających edukację finansową dzieci. Na szczęście te, które są dostępne są świetne. Dla najmłodszych proponuję „Basia i pieniądze” oraz Zuzia dostaje kieszonkowe”. Dla ciut starszych dzieci dobra będzie nowość na rynku wydawniczym Julek i dziura w budzecie” oraz przezabawna (jak wszystkie autorstwa Grzegorza Kasdepke) ksiażka „Zaskórniaki i inne dziwadła z krainy portfela”. Dla starszych dziecipolecam „Rozmowy z użyciem głowy,czyli ekonomia dla dzieci„, Pieniądze nie rosną na drzewach oraz Ekonomia. To o czym dorośli Ci nie mówią„.

6.Ucz odraczania gratyfikacji

Badania pokazują*, że jednym z lepszych predyktorów przyszłego sukcesu dzieci, jest ich umiejętność odraczania gratyfikacji. Ćwiczmy ją więc z nimi. Proponujmy małą pryjemność od razu, lub większą później. Nie chodzi o to, by oduczyć dzieci spełniania małych zachcianek od razu, ale by pokazać im, że czasami warto zaczekać.

7. Pozwól doświadczać

Zabieraj dziecko na zakupy i pozwalaj mu samodzielnie dokonywać zakupów – najpierw pod nadzorem, potem samodzielnie. Baw się z dzieckiem w sklep, bank, graj w Monopoly i gry strategiczne, w których trzeba zarządzać zasobami. Podczas gry lub zabawy dziecko bardzo szybko się uczy jest wiec todoskonały sposób by zrozumieć co to jest inwestycja, dług, kiedy warto gromadzić dobra, a kiedy pozwolić im na nas pracować.

8. Dawaj dziecku kieszonkowe

To chyba najważniejszy podpunkt. Nie ma lepszego sposobu nauki zarządzania majątkiem, niż posiadanie własnych pieniędzy i samodzielne decydowanie, co z nimi zrobić. Dziecko będzie popełniało błędy, ale każdy z nich będzie cenną lekcją. Kieszonkowe może nauczyć dziecko oszczędzania, wzmocni umiejętność odraczania gratyfikacji, dziecko samo będzie mogło się przekonać, że pieniądze nie są nieograniczonym zasobem, pomoże mu zrozumieć, dlaczego wydatki warto planować. Dając dziecku kieszonkowe stwarzamy też świetną przestrzeń do rozmów o finansach – mamy dodatkową okazję do rozmów o pieniądzach i sposobach na zarządzanie  nimi. W przypadku starszych dzieci to także możliwość wprowadzenia takich terminów jak procent składany, debet.

Mój pięciolatek od niedawna dostaje swoje kieszonkowe i od tego czasu jego zrozumienie finansów osobistych rośnie w niewiarygodnym tempie. Opiszę wkrótce jak to u nas wygląda, co było najtrudniejsze i co zamierzamy robić w przyszłości.

*M.in słynny „test pianki” (ang. marshmallow test) przeprowadzony po raz pierwszy w latach 60′ przez profesora Waltera Mischela z Uniwersytetu Stanfordzkiego.

Mischel przedstawiał dzieciom propozycję: możesz zjeść jedną piankę teraz, albo poczekać chwilę aż wrócę i wtedy dostać aż dwie. Jeśli dziecko wybierało czekanie, badacz wychodził zostawiając je sam na sam z pianką. Dzieci mogły w każdej chwili użyć dzwonka, który przywoływał badacza – jesli wezwały go w ten sposób mogły zjeść pozostawioną słodycz. Po dwudziestu latach sprawdzono jak sobie radzą na uczelni i w życiu. Z grupy badawczej około 30% maluchów potrafiło poczekać 15 minut aby otrzymać drugą piankę i to właśniete dzieci odnosiły największe sukcesy jako młodzi dorośli.

 

  • Edukacja finansowa dzieci to dla mnie jedna z podstaw w rodzinie.
    Szczególnie że dzieci często nie obracają tylko kieszonkowym ale otrzymują różne datki z tytułu urodzin czy innych uroczystości.
    Ja bardzo żałuję, że w naszych czasach pieniądze to był temat tabu. Zresztą nadal z tego wychodzimy 🙂
    Pamiętam jak mój kolega nie chciał powiedzieć za ile kupił swój samochód jakby to w jakiś magiczny sposób mogło zmienić jego funkcjonalność 😉

  • Ja tę zasadę z pieniędzmi to stosuję nawet do siebie.
    Lepiej dostać pieniądze w kopercie ale za to z jakąś pamiątkową kartką niż herbatę (nawet takiej nie piję) czy kosmetyki, które u mnie kompletnie się nie sprawdzą.
    Ewentualnie wolę powiedzieć wprost co potrzebuję choć czasem i tak osoba robiąca prezent nie do końca trafi w to co dokładnie chciałam.
    Na jednym z blogów napisałam o takim sposobie na prezenty szczególnie w przypadku nastolatków czy dorosłych to zostałam posądzona o to że to nie są prezenty, tylko wymiana handlowa.
    Kompletnie tego nie rozumiem. Chyba lepiej dostać środki i kupić sobie dokładnie to co się chce czyli np. metalowy garnek w kolorze czerwonym z białymi kropami i czarnymi rączkami, niż plastikowy durszlak w kolorze groszku i niebieskimi rączkami, bo komuś się wydawało że takie coś Ci się przyda.
    Najśmieszniejsze było to że cała ta dyskusja odbywała się na blogu dość słynnej minimalistki, która nie jest za gromadzeniem rzeczy 😉

    Wracając do dzieci, to po szkole nie ma co się spodziewać, że edukacja finansowa będzie się w tej placówce odbywać, bo przecież lepiej katować dzieci sinusami i cosinusami na zmianę z funkcjami, których i tak nikt nie rozumie i nikomu do niczego nie były nigdy potrzebne. Piszę to z perspektywy technologa, który z matematyką ma na co dzień naprawdę dużo wspólnego.

    • Ja akurat jestem maniakiem matematyki i uwielbiałam uczyć się o sinusach i cosinusach, ale rozumiem, że to nie dla każdego. I faktycznie lepiej by było by nauczyć dzieciaki co to jest procent składany, a nie kazać tłuc bezsensowne zadania. W polskich szkołach jest masa pamięciówki, która jest do niczego nie potrzebna. Za to mało wiedzy praktycznej. Ja np. w dziedzinie chemii dokształacam się dopiero teraz – w kontekście rozumienia składów kosmetyków i robienia własnej chemii domowej i niektórych kosmetyków. I niestety nic z tego, co nauczyłam się w szkole mi się nie przydaje.

      • Dokładnie o to chodzi, że szkoła powinna przede wszystkim uczyć rzeczy przydatnych w życiu dla każdego. A swoje pasje można rozwijać dodatkowo bez żadnego problemu. U nas mam wrażenie że edukacja zatrzymała się gdzieś daleko i tak każdy klepie to samo.
        Patrzę przez pryzmat np informatyki- spora część dzieciaków w wieku szkolnym naprawdę dużo umie ze względu na obcowanie z komputerem od najmłodszych lat co jest teraz standardem (bez znaczenia czy to dobre czy złe). Tak jest i tyle. I właśnie do tego powinni dostosować program.
        Mój kuzyn chodząc do przedszkola bardzo wiele się nauczył, bo miał kreatywne panie. Idąc do pierwszej klasy umiał w miarę względnie czytać i pisać. Niestety w pierwszej klasie zaczęły się z nim problemy wychowawcze z tego względu, że się po prostu nudził. Nie mógł nawet wypożyczyć książki w bibliotece, bo przepisy zakładały że dzieci w pierwszej klasie nie czytają więc wypożyczać książki mogą dopiero w drugim semestrze.
        Ja rozumiem, że idą za tym wyrównania, nie wszystkie dzieci są takie same itp. Ale mam w domu nauczyciela prawie z 30 letnim stażem, który uczył za czasów PRL i po zmianie ustroju. Zawsze mi powtarzał, że to nie dzieci mają się dostosować tylko nauczyciel.

        Z tego względu patrząc na to co się dzieje w szkole (miałam epizod nauczania) zapisuje sobie wszystkie kreatywne zabawy, książki i co się tylko da na przyszłość 😉

  • Ruda

    Zastanawiałam się, czy dawać mojemu dziecku kieszonkowe, bo ma dopiero 5,5 lat, ale postanowiłam, że spróbuję w czasie wakacyjnego wyjazdu – niech sam decyduje, co chce kupić (pewnie ograniczy się to do kwestii – które ciastko). Z tego powodu nie za bardzo chcę dawać mu kieszonkowe w domu – nie chcę, aby jadł za dużo słodyczy. W zasadzie do skończenia 2 roku życia nie było tematu słodyczy, ale teraz dziecko jest wszędzie otoczone słodyczami – w przedszkolu, w domach innych dzieci, ciągle dają mu cukierki… I co z tego, że od 5 lat mówię bez przerwy, żeby zamiast słodyczy dawać mu owoce? Widzę też, że z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej… on już chce słodycze codziennie, a ja muszę codziennie mu tłumaczyć. Mniejsza o to, my to o finansach…
    Edukacja finansowa to dla mnie bardzo ważna sprawa, staram się od dawna tłumaczyć dziecku, że należy oszczędzać, nie wydawać pieniędzy bezmyślnie, że pieniądze nie są najważniejsze. W ramach nauki oszczędzania wprowadziłam taki sposób, aby i syn mógł oszczędzać, a mianowicie wytłumaczyłam, że można zaoszczędzić zużywając rozsądnie wodę i gasząc za sobą światło. Powiedziałam, że jeśli on nie będzie wylewał hektolitrów wody, to oszczędzamy na rachunkach i tą różnicę dostaje. To samo z prądem. W praktyce – za każde „zaoszczędzenie” dostaje 10 gr. Efekty są super – co prawda po kilku miesiącach zapomniał o pieniądzach, ale dba o wodę i gaszenie światła. W dodatku zarobił na tym 30 zł.

    • Wow – bardzo ciekawy system. Jest jedna rzecz, która mi w nim przeszkadza – dziecko traktowane jest wyjątkowo – a nie tak, jak reszta rodziny. Mam ten sam problem, co z płaceniem za obowiązki domowe – jeśli ja robię coś dla „wspólnego dobra”, mam nadzieję, że dzieci zaczną też coś robić, gdyż po prostu są członkami tego samego gospodarstwa 😉
      Myślę, że „nagrodę” za proekologiczne zachowania mogłabym wprowadzić, gdyby była ona taka sama dla wszystkich – tzn. różnicę rozdzielałoby się pomiędzy wszystkich członków rodziny. Ale najważniejsze, że u Was podziałało.
      Co do słodyczy – znam problem. Mój najstarszy syn do skońćzenia drugiego roku życia nie miał w ustach żadnych słodyczy. Ale później zaczął być dosłownie bombardowany słodyczami. W związku z tym jego młodsza siostra spróbowała jakiś słodyczy już gdzieś w okolicy pierwszych urodzin. Już obawiam się, jak to będzie wyglądało z najmłodszym.
      W każdym razie w domu mamy dosyć restrykcyjne zasady pod tym względem – po prostu nie kupujemy żadnych słodyczy z wyjątkiem gorzkiej czekolady. Coś słodkiego zdarza nam się kupić tylko gdy spodziewamy się gości. Dzieci są przyzwyczajone, że jeśli chcą coś słodkiego to albo musimy to zrobić/upiec, albo mogą poczęstować się suszonymi owocami. Nie stosujemy wyjątków, w związku z tym nie mamy dyskusji na ten temat.
      Inaczej wygląda sprawa u dziadków. Ale tu po prostu przestałam się przejmować – w końcu nie jesteśmy u nich codziennie, a nawet nie co tydzień…

      • Ruda

        Masz rację, pod tym względem jest traktowane wyjątkowo. Ale dla mnie było najważniejsze, żeby on miał możliwość oszczędzenia. Bo dorośli mogą oszczędzać wszędzie, a dziecko nie. Dlatego bardzo dokładnie wyjaśniłam mu, że to są pieniądze, które zostają w rodzinie, a nie idą do dystrybutora energii. Na pewno nie będę nigdy dawać pieniądze za prace domowe, które zresztą już teraz wykonuje w granicach możliwości.