Dążenie do Zero Waste – Część 3. – Sprzątanie

W poprzednich wpisach z tej serii podsumowałam nasze starania związane z ograniczaniem ilości generowanych śmieci w kuchni-(klik!) i tych związanych  z wychowywaniem dzieci – (klik!).

A dzisiaj opiszę kolejny element takiej zwykłej codzienności – sprzątanie. Reklamy kuszą nas coraz lepszymi, specjalistycznymi preparatami do sprzątania – według producentów powinniśmy mieć dedykowane preparaty do sprzątania łazienki, kuchni, czyszczenia piekarnika, czyszczenia kuchenki, dezynfekowania toalet, mycia okien, mycia ram okiennych itp. itd. Chemia domowa potrafi stanowić całkiem pokaźną część domowego budżetu, zajmować sporą przestrzeń magazynową, a opakowania po nich wypychać nasze śmietniki. Czy to konieczne?

Jak sprzątać bardziej zero-waste i mieć czysto?

Gdyby ograniczyć zagadnienie do pierwszej części pytania odpowiedź mogłaby być – nie sprzątać. Podobno, gdy zbierze się pięciocentymetrowa warstwa brudu, to on odpada…

Jeśli jednak wolicie nie ryzykować tego, że to, co żyje w waszym domu zdąży wynaleźć koło, jakoś sprzątać musicie. Czy do każdej powierzchni potrzebny jest oddzielny preparat? Moim zdaniem nie. Czy do sprzątania wystarczy ściereczka i woda? Moim zdaniem – nie.

 

To czego używać do sprzątania?

Ocet, soda oczyszczona, olejki eteryczne – oto jest odpowiedź. Pewnie widzieliście to już na tysiącu blogów. Ale potwierdzam – taki zestaw powinien wystarczyć do większości czynności związanych ze sprzątaniem. Jeśli chcielibyście całkowicie wyeliminować komercyjne środki do czyszczenia powinniście zaopatrzyć się jeszcze w boraks i sodę kalcynowaną (którą ostatecznie można zrobić prażąc zwykłą sodę oczyszczoną w conajmniej 70◦C), oraz ewentualnie płatki mydlane i nadwęglan sodu.

Czy całkowicie wyeliminowałam komercyjne środki czyszczące?

Nie. Wypróbowałam wiele różnych domowych środków i wiem, że moglibyśmy żyć bez gotowych preparatów. Ale dla własnej wygody, oszczędności czasu, w przypadku niektórych czynności związanych ze sprzątaniem powróciłam do kupnych środków.

Wiem, że można sprzątać w sposób jeszcze bardziej ekologiczny i zdrowy, i, że ilość śmieci, także mogłaby być mniejsza. Być może, za jakiś czas zmienimy niektóre z nawyków i sposobów sprzątania, dzięki którym będziemy bardziej zero-waste. Dlatego tę serię postów nazwałam „Dążenie do Zero-Waste”. U nas to ciągły proces, ewolucja. Nie wszystkie ekologiczne rozwiązania się u nas sprawdzają. Przy trójce dzieci czas jest ograniczony. Ja nie jestem także perfekcyjną panią domu – zdarza mi się coś zaniedbać, a wiadomo, że jeśli nie wyczyści się czegoś od razu, później może się to zrobić trudniejsze. Z wielu rozwiązań zrezygnowałam, gdyż były zbyt praco- lub czasochłonne – albo sam proces czyszczenia był trudniejszy, niż z zastosowaniem kupnych preparatów, lub samo przygotowanie domowych środków stanowiło dla mnie trudność.

Obecnie kupujemy/używamy:

Proszek do prania

Od grudnia korzystamy z pieluszek wielorazowych. Zanim to nastąpiło ubrania prałam albo w orzechach piorących (głównie moje, tylko lekko zabrudzone ubrania) lub domowej produkcji proszku (płatki mydlane, soda kalcynowana, boraks, olejek lawendowy). Ponieważ do prania pieluch nie można używać ani orzechów, ani mydła, a boraks także podobno im nie sprzyja, powróciłam do komercyjnych proszków. Udało mi się kupić ogromny zapas proszku dziecięcego, który ma szanse starczyć do odpieluchowania naszego najmłodszego członka rodziny – pewnie wtedy wrócimy do domowych środków. Domowy proszek jest moim zdaniem (prawie) równie skuteczny jak gotowe proszki, a jest znacznie bardziej przyjazny środowisku, nie powoduje alergii i o ile sodę i boraks kupujemy w dużych opakowaniach, generuje mniej śmieci.

Oprócz proszku nie używamy żadnych innych preparatów do prania. Ewentualne plamy likwiduję domowymi sposobami (w zależności od rodzaju plamy octem, sodą, wodą utlenioną). Mamy suszarkę kondesacyjną, nie potrzebujemy więc zmiękczacza, czy płynu do płukania, gdyż i bez nich pranie jest mięciutkie i się nie elektryzuje. Zresztą do prania pieluch wielorazowych płynu do płukania nie można używać.

Kostki do zmywarki

Produkowałam również własny proszek do zmywarki. Wypróbowałam kilka przepisów – najlepiej sprawdzał się zestaw soda kalcynowana, boraks, sól kuchenna, kwasek cytrynowy, olejki eteryczne). Muszę jednak przyznać, że nie zawsze domywał on cięższe zabrudzenia, zdarzało się też, że na naczyniach zostawały smugi. Próbowalam dodatkowo używać octu jako zmiękczacza, ale to także nie zawsze pomagało. Dodatkowo proszek jest trudniejszy w użytkowaniu niż tabletki. Nasze dzieci dobrze sobie radzą z wstawieniem zmywarki używając tabletki, natomiat nie mają jeszcze wystarczająco dobrze rozwiniętej koordynacji by nie rozsypać proszku.Używamy więc nadal tabletek, ale robię to z bólem serca, gdyż każda z nich jest opakowana w folię, a sklad jest naprawdę długi. Zaletą jest to, że naczynia są domyte – a puszczanie zmywarki dwa razy, lub ręczne mycie/ płukanie naczyń na pewno nie byłoby ekologiczne. Dodam tylko jedną rzecz – wiele zależy od zmywarki. Nasza jest ewidentnie gorsza – zmywarka w domu mojej mamy pięknie domywa naczynia z zastosowaniem domowego proszku.

Płyn do mycia naczyń

Ponieważ mamy zmywarkę, płyn do mycia naczyń jest u nas niezbyt intensywnie użytkowany – zużywamy mniej więcej dwie butelki na rok. Z tego względu używam kupnego płynu – żaden naturalny nie mógłby tyle stać, a szkoda mi trochę czasu na produkowanie własnego płynu częściej. Płynu do mycia naczyń używamy zgodnie z przeznaczeniem, czasami dodaję go także do wody z octem, gdy myję podłogę, lub do mycia innych powierchni (np. ram okiennych).

Magiczne gąbki

Magiczne gąbki to po prostu pocięta na kawałki pianka melaminowa – produkt używany m.in do izolacji akustycznej i termicznej. Taką gąbkę wystarczy namoczyć i bez żadnych detergentów można usunąć za jej pomocą nawet oporne zaprudzenia i plamy – czy to osady na zlewozmywaku, czy rysunki flamastrem na ścianie. Gąbka działa po prostu jak bardzo, bardzo drobny papier ścierny. Zużywa się w trakcie czyszczenia, dlatego przez moment wydawało mi się, że to całkiem fajne zero-waste i eko-rozwiązanie. Gąbki działają rewelacyjnie, nie korzysta się z żadnych detergentów, nie zostają także po nich śmieci. Dopiero później zaczęłam się zastanawiać, że przecież drobinki melaminy nie rozpuszczają się – pozostają jako pył, część z niego wraz z wodą dostaje się do kanalizacji. Nie dotarłam do jakiś bdań na temam szkodliwości melaminy w tej postaci, ale na wszelki wypadek użycie gąbek mocno ograniczyłam – używam ich tylko do usuwania niechcianych rysunków na ścianie (i czasami gdy na szybko muszę wyczyścić płytę kuchenki).

Jakie domowe środki stosujemy?

    • Domowy ocet/ cytrusowy płyn enzymatyczny. Przepis znajdziecie na moim Instagramie:

 

Najlepszy, a zarazem chyba najtańszy sposób na sprzątanie – domowej roboty ocet cytrusowy (u nas mandarynkowy). Wystarczy wymieszać wodę, skórki z cytrusów i cukier w proporcjach 10:3:1, zabełtać i odstawić w ciemne miejsce na jakieś 3 miesiące (co jakiś czas zamieszać/potrząsnąć). Jeśli u Was, tak jak i u mnie w okresie okołoświątecznym je się tony mandarynek, z których zostają ogromne ilości skórek to taki ocet rozwiązuje wasz problem nadmiaru 😀. Ocet będzie gotowy w sam raz na wiosenne porządki 😀. Można przyspieszyć produkcję wrzucając odrobinę matki octu z własnej produkcji octu jabłkowego. Wtedy będzie gotowy za jakieś dwa tygodnie. Podobno można też dorzucić trochę drożdży suszonych, ale tego jeszcze nie próbowałam. #zerowaste #ocet #octy #fermentacja #zerowastehome #zerowasteliving #zerowastelifestyle #zerowaste #niewyrzucam #sprzątanie #środkiczystości #mandarynki #reuse #upcycle #domowe #oszczędności #oszczędzanie #taniesprzątanie

A post shared by Rodzina Daje Radę (@rodzinadajerade) on

  • Soda oczyszczona. Kupuję ją w dużych, 5-cio kilogramowych opakowaniach. Gdy robiłam jeszcze własny proszek do prania w podobnych opakowaniach kupowałam sodę kalcynowaną. Teraz, gdy nie potrzebuję jej w takich ilościach, w razie potzeby prażę po prostu sodę oczyszczoną. Dzięki temu kupując jeden produkt i zużywając trochę energii (sodę prażę korzystając z piekarnika nagrzanego przy okazji pieczenia ciasta) otrzymuję dwa :). Sodę trzymam w ładnych słoikach w każdej łazience oraz w kuchni – tak by była łatwo dostępna.
  • Ocet spirytusowy. Do niedawna kupowałam go w półlitrowych butelkach. Teraz zamawiam raczej duże baniaki. Trochę octu trzymam w szklanej butelce w kuchni, dodatkowo w spryskiwaczach w proporcji pół-na-pół z wodą – w łazienkach.
  • Kwasek cytrynowy. Kupiłam kilogram kwasku gdy przez kilka tygodni ciąży nie mogłam znieść zapachu octu. Używam go zamiennie z octem – jest tak samo skuteczny – to świetne rozwiązanie dla tych, dla których zapach octu jest problemem.
  • Szare mydło w wiórkach. Można kupić szare mydło w kostce i je zetrzeć. Mi udało się kupić spory zapas już startego, co zaoszczędziło mi sporo czasu. Z mydła i sody robię pastę do czyszczenia
  • Olejek drzewa herbacianego. Buteleczkę olejku mam w szafce koło pralki oraz w kuchni. Olejek ma właściwości antyspetyczne i pachnie- mi odpowiada jego zapach, ale wiem, że dla wielu jest drażniący. Spokojnie można go zastąpić innym olejkiem – np cytrynowym, pomarańczowym, goździkowym, lawendowym.

Przepisy na domowe środki do czyszczenia

Szczerze mówiąc trochę szkoda mi czasu na produkcję domowych preparatów do czyszczenia. W większości przypadków używam sody i octu w wersji „saute”, ewentualnie jako roztwór wodny przygotowany na bieżąco. Jedynym wyjątkiem jest pasta/mleczo do czyszczenia łazienki.

Pasta do czyszczenia

  • 2 części sody oczyszczonej (np. dwa kubeczki)
  • 1 część płatków mydlanych z szarego mydła
  • kilka kropel olejku eterycznego (u mnie z drzewa herbacianego)

Wszystkie składniki należy wymieszać i zapakować do słoiczka. Tu właściwie nie ma się co zepsuć – ja swoją pastę przygotowywuję mniej więcej raz na pół roku.

Płyn dezynfekujący

Biorąc pod uwagę jak proste jest wykonanie nie nazwałabym tego preparatem. Mieszam ocet z wodą w proporcji 1:1, dodaję ewentualnie kilka kropel olejku zapachowego i gotowe. Jeśli używam octu cytrusowego nie dodaję już olejku.

Płyn do mycia okien

Od płynu dezynfekującego różni się tym, że nie zawiera olejku eterycznego. Po prostu do mycia okien zużywa się znacznie więcej płynu niż do dezynfekcji i w takim stężeniu zapach octu i olejku robi się dla mnie nieznośny. Wolę sam ocet, bo jego zapach szybko się ulatnia.

Jak i czym sprzątam poszczególne pomieszczenia/powierzchnie?

Ceramika łazienkowa

Do czyszczenia wanny, umywalki i muszli klozetowej używam pasty do czyszczenia. Nakładam trochę na szczotkę, szoruję powierzchnię, spłukuję. Jeśli mam czas dodatkowo spryskuję octowym płynem dezynfekującym. Jeśli po spłukaniu zostały jakieś resztki sody, część octu przereaguje z nimi i powstanie dwutlenek węgla i octan sodu, który spłukuje się znacznie łatwiej 🙂

Muszla klozetowa

Jeśli zaniedbamy czyszczenie sedesu i zbierze się w nim warstwa osadu/kamienia układam warstwę papieru toaletowego pod rantem muszli i spryskuję octem. Chodzi o to, by ocet nie splynął od razu – papier ma go zatrzymać w miejscu, gdzie zbiera się kamień. Dośrodka wlewam około szklanki octu i zostawiam na noc. Rano wystarczy całość spłukać, ewentualnie trochę poczyścić szczotką. Ze względu na trudnego do upilnowania niemowlaka toaletę czyszczę octem dosyć często, tak by nawet jeśli maluch dotknie sedesu nie groziło mu nic ani z powodu żrących środków, ani nadmiaru bakterii kałowych

Armatura łazienkowa

Baterie łazienkowe również czyszczę przede wszystkim octem. Używam rozcieńczonego octu z dodatkiem olejku. Spryskuję baterie a następnie przecieram szmatką. Jeśli zaniedbam te czynności obwiązuję krany szmatką (u mnie to najczęściej zfatygowane pieluchy tetrowe lub flanelowe) zamoczoną w occie. Po jakiejś godzinie zdejmuję szmatkę, przecieram i spłukuję kran. Podobnie usuwam kamień z dyszy prysznica.

Kabina prysznicowa

To fragment łazienki, który najczęściej zaniedbuję i porasta nam kamieniem. Gdy zmotywuję się do czyszczenia najczęściej używam rozcieńczonego octu w rozpylaczu. Spryskuję szybę, zostawiam na jakieś 10 minut, przecieram spłukuję. Czasami niestety trzeba czynność powtórzyć.

Kuchnia

Praktycznie wszystko w kuchni czyszczę za pomocą octu lub domowego octu enzymatycznego. Nalewam po prostu odrobinę na zwilżoną szmatkę i przecieram blaty, szafki, półki. Zlewozmywak czyszczę za pomocą domowej pasty z sody lub samej sody wsypanej na szczotkę.

Piekarnik

Nasz piekarnik ma funkcję pyrolizy. Nagrzewa się wtedy do 500C i wszystkie przypalenizny zamieniają się w popiół, który wystarczy później zmieść. Przypaleniznę z kratek i blach usuwam za pomocą pasty z octu, sody i soli wymieszanych w równych proporcjach. Taką pastę nakładam na przypalone miejsca i zostawiam na 20 minut. Ocet i soda będą reagować ze sobą – pieniąc się ułatwiają odczepianie cząsteczek brudu. Później zmywam brud, a resztę doczyszczam zwiniętą kulką folii aluminiowej. Myślę, że w ten sposób możnaby wyczyścić cały piekarnik.

Płyta indukcyjna

Płytę najczęściej myję szmatką z odrobiną płynu do naczyń. Jeśli zdarzą się większe zabrudzeia używam magicznych gąbek.

Podłogi 

W dużej części domu mamy położone płytki. Myję je gorącą wodą z octem (mniej więcej szklanka octu na 5l wody), czasami z odrobiną plynu do mycia naczyć, czasami z olejkiem eterycznym. Parkiet myję wodą z płynem do mycia naczyń.

Okna

Ramy myję wodą z płynem do mycia naczyn. Szyby spryskuję rozcieńczonym octem i wycieram ściereczką z mikrofibry. Przez długi czas używałam odkurzacza do szyb. Było to rewelacyjne urządzenie, dzięki któremu mycie okien trwało dosłownie moment. Niestety nasz odkurzacz zepsuł się, a ja zwlekam z zakupem nowego, bo mimo, że mycie okien przy jego użyciu jest łatwiejsze, to nadal jest to czynność, której nie lub A tak mam piękną wymowkę, dlaczego zwlekam z myciem 😉

Drewniane meble

Większość naszych mebli po prostu odkurzam, ewentualnie przecieram mokrą ściereczką, Do pielęgnacji stołu używam oliwki dla dzieci o paskudnym składzie – nalewam odrobinę na szmatkę i przecieram stół.

Lodówka

Półki lodówki myję w zlewie płynem do mycia naczyń. Gdy robię akcję „sprzątanie lodówki” i wszystko z niej wyjmuję, wnętrze spryskuję octowym płynem dezynfekującym i wycieram do sucha

Zmywarka

Panel, uszczelki myję szmatką z odrobiną płynu do mycia naczyń, filtry po prostu pod kranem. Raz na jakiś czas puszczam pustą zmywarkę na programie o wysokiej temperaturze. Do pojemnika na kostki/proszek wsypuję sodę oczysczoną, a na dno wylewam niecałą szklankę octu. Działa rewelacyjnie w przypadku mojej zmywarki, ale wiem, że są takie, w ktorych najpierw odbywa się płukanie zimną wodą, które wymywa cały ocet. Jeśli tak się u Was dzieje, a zmywarka potrafi kontunuować zmywanie po chwilowej przerwie w pracy, wlejcie ocet po tym pierwszym płukaniu.

Kuchenka mikrofalowa

Gdy mi w niej coś wybuchnie lub wykipi wstawiam do środka szklankę wypełnioną do niecałej polowy octem i puszczam na 2.5 minuty. Mam mikrofalówkę o małej mocy – chodzi o to, by ocet się zagotował – u was może to trwać krócej. Wyciągam szklankę a wnętrze wycieram ręcznikiem papierowym.

Pralka

Raz na jakiś czas puszczam pustą pralkę ustawioną na 90. Do pojemnika na proszek dodaję trochę sody. Sam pojemnik na proszek myję od czasu do czasu po prostu pod kranem.

Chyba nic więcej w domu nie czyszczę, ewentualnie używam mokrej szmatki, czasami z odrobiną płynu do mycia naczyń.

Sprzęt do czyszczenia

Przedmioty do sprzątania i czyszczenia, których używamy nie pozwoliłyby nam na wygraną w konkursie „Mój Dom – taki Zero Waste”. 🙂

Jak zauważyliście w opisach sposobów na mycie poszczególnych pomieszczeń, zarówno w kuchni, jak i w łazience używamy szczotek. Są to zwykłe plastikowe szczotki.  Takie:

szczotka do czyszczenia

Jak się zniszczą (na co się zupełnie nie zapowiada) zastąpię je szczotkami drewnianymi, ale póki co jeszcze długo powinny nam posłużyć.

Mam też kilka ściereczek z mikrofibry kupionych chyba w Rossmanie. I one również nie zamierzają dokonać żywota w najbliższym czasie.

Tak jak wspomniałam – do usuwania kamienia z baterii łazienkowych, słuchawki prysznicowej używam zeszmaconych pieluszek. Je ewidentnie ocet osłabia i zaczynają się rozłazić.

W kuchni do czyszczenia i wycierania blatów, szafek itp. używam głównie pociętych starych reczników i ścierek. Jeśli chodzi o zmywanie naczyń, muszę przyznać, że tutaj jeszcze mamy pole do poprawy – nadal używamy gąbeczek. Kupiłam silikonową myjkę, o taką:

 

Kolejny gadżet mniej więcej w stylu zero waste w mojej kuchni. Pozazdrościłem @korneliaorwat.pl i kupiłam silikonową myjkę do naczyń. Jest śmieszna w dotyku, wygląda zabawnie i jest dosyć delikatna. Mam zmywarkę i ręcznie myję głównie deski do krojenia, część noży, patelnię ceramiczną i do takich zastosowań zdecydowanie się nadaje. Raczej nie podoła większemu brudowi lub przypaleniźnie; nie da się nią także przetrzeć blatów lub szafek – do tych zastosowań potrzebne by były dodatkowe sprzęty. Ale mam nadzieję, że myjka pozwoli na wyeliminowanie kilkurazowych😂 gąbek. O ile dzieci na to pozwolą – mam ją od 2 dni i już trzy razy jej szukałam. Raz posłużyła jako posłanie dla modelinowego dinozaura, raz przyłapałam pluszowego słonia jak używał jej jako czapki, a raz leżała na środku zamku z klocków – zupełnie nie wiem w jakim charakterze 😁. W każdym razie póki co polecam – jak widzicie, jak się nie sprawdzi, zawsze można dać dzieciom i one jakoś sobie z nią poradzą 😀. Jeśli przetrwa dłużej niż jedno opakowanie zmywaków jest to także sposób na oszczędzanie. #zerowaste #lesswaste #gadżety #kuchenne #zmywanie #myjka #silikon #wielorazowe #eko

A post shared by Rodzina Daje Radę (@rodzinadajerade) on

Miałam nadzieję, że w dużej mierze pozwoli ona na wyeliminowanie krótkorazowych zmywaków. Myjemy nią patelnię – świetnie usuwa resztki jajecznicy i kaszotto. Ale jeśli chcę umyć szklankę, kieliszek itp nie sprawdza się ona najlepiej, gdyż nie spienia płynu – płyn do naczyń z niej po prostu spływa. W takich sytuacjach korzystamy nadal z gąbeczek. Sznurkowe myjki nie sprawdzają się u mnie dobrze. Nie znoszę, gdy zaczynają się do nich przyczepiać jakieś kłaki, same także często się przecierają i dosyć szybko przestają wyglądać estetycznie. Cały czas szukam idealnego rozwiązania, bo akurat w tym przypadku czuję, że możemy coś robić lepiej.

Nasz odkurzacz również nie jest zero-waste. Jest stary – wyprodukowany zanim ograniczono dopuszczalną moc takich sprzętów. Ma ponad 2000W i ciągnie jak smok. Jest to odkurzacz workowy. Gdy wyzionie ducha zastąpimy go pewnie jakimś bezworkowym modelem, ale póki co służy nam dość dobrze. Ostatnio zaczął szwankować, ale okazało się, że do wymiany był tylko potencjometr. Naprawa kosztowała nas 20zł.

Podłogę myjemy mopem z szmatką z mikrofibry. Szmatkę po prostu piorę – póki co wygląda znośnie i nie zapowiada się, by wymagała wymiany.

Podsumowanie – sprzątanie zero-waste

Wydaje mi się, że nasz sposób sprzątania, wykorzystywane produkty i sprzęty, to niezła równowaga między wygodą, oszczędnością czasu i pieniędzy, a próbą ograniczenia ilości śmieci. Wiem, że dałoby się to robić jeszcze bardziej ekologicznie, ale na naszym etapie życia wiązałoby się ze zbyt dużymi poświęceniami. A ja wolę poświęcić 20 minut na rozmowę lub zabawę z dziećmi, własny rozwój lub nawet relaks, niż sprzątanie. Nie znajadziecie też u mnie zbyt wielu gadżetów do sprzątania wykonanych zgodnie z duchem zero-waste – pewnie kiedyś się pojawią, ale póki plastikowe przyrządy sprawują się dobrze nie wyrzucę ich przecież.

Czy sprzątanie w duchu zero-waste to sposób na oszczędzanie? Zajrzyjcie do mojego starego wpisu  na ten temat: http://rodzinadajerade.pl/oszczedzanie/domowe-srodki-oszczedzanie/

Na pewno możymy sporo zaoszczędzić na specjalistycznych, dedykowanych preparatach, typu pianka do piekarnika, odkamieniacz. Mycie okien wodą z octem również jest znacznie tańsze. Mniej, lub wcale nie oszczędzimy na preparatach do mycia podłogi lub nawet na proszku do prania (proszek, ktorego używamy teraz jest tańszy, niż proszek własnej produkcji). Natomiast oprócz tego, że domowe środki wiążą się z mniejszą górą śmieci to są po prostu dla nas zdrowsze.

 

  • Ja powiem szczerze, że totalnie nie odnajduję się w tym temacie i stosuję głównie środki chemiczne. Nie stosuję ich dużo, bo znalazłam takie do wielu zastosowań ale raczej w tej kwestii nie będę eko i zw.

    U mnie do czyszczenia łazienki (wanna, sedes, ranty itp) sprawdza się bardzo dobrze żel do udrażniania rur z biedronki. Mam hopla na punkcie dezynfekcji i u mnie po prostu wszystko musi być zdezynfekowane, używam do tego zazwyczaj płynów do dezynfekcji powierzchni używanych w gabinetach lekarskich i kosmetycznych. Fajnie tutaj sprawdzają się chusteczki nawilżane środkiem do dezynfekcji.

    Do wycierania kurzy i zbrudzeń z szafek, blatów itp używam najczęściej po prostu chusteczek nawilżanych dla dzieci.

    Jaki model odkurzacza do szyb miałaś ? Ja ma mam do mycia około 27 okien w całym domu więc z chęcią ułatwiłabym sobie pracę 😀

    • Ja mam w domu niemowlaka, który liże wszystko, czego dopadnie. Pilnujemy go, ale oczywiście zdarzają się wpadki, gdy mi wparuje do łazienki i dorwie się do deski klozetowej. Staram się więc z jednej strony dezynfekować, z drugiej – nie truć. Przerzucenie się na środki domowe zaczęło się u mnie ze względu na moją delikatną skorę – bardzo często środki do czyszczenia powodowały u mnie podrażnienia lub ataki pokrzywki. Gdy stopniowo eliminowałam je, odkryłam, że w sumie ocet i woda w większości przypadków dają radę.
      Mieliśmy odkurzacz Leifheit – bardzo polecam. Nasz miał taką dodatkową rączkę, dzięki czemu łatwo było umyć nawet wysokie okna.
      Naprawdę dokładnie wszystko zbierał. Pożyczyłam go koleżance, a gdy oddała schowałam do szafki. Wyciągnęłam po kilku miesiącach i okazało się, że nie działa. Nie wiem, czy uszkodził się u niej, czy np. u nas ktoś go upuścił i się nie przyznał. Wcześniej dosyć długo dobrze służył. Ja mam 16 okien i dawałam radę je umyć na jednym ładowaniu.

      • Masz rację, że przy dzieciach to bardzo ważne.

        Właśnie sprawdzałam te odkurzacze i widzę, że to podobna półka cenowa jak „Karczer” 😀

        • Gdy kupowałam odkurzacz wybierałam właśnie pomiędzy Leifheitem i Karcherem. Są bardzo podobne pod każdym względem. Wybrałam Leifheita bo miał kijek w zestawie a do Karchera trzebaby go dokupić oddzielnie. A ja mam wzrost siedzącego psa…

          • U mnie akurat ze wzrostem to mnie Bozia, aż nadto obdarzyła 😀 Także kijek nie będzie pierwszym kryterium wyboru 😉 Powiedz mi jeszcze, czy do tego sprzętu trzeba dokupować jakieś specjalne specyfiki ?

  • U mnie ograniczenie domowej chemii wymusiła alergia córek i niechęć do octu – okazało się, że podłogi (parkiety i płytki) można myć samą wodą (robimy tak od ponad 15 już lat), okna też myję samą wodą (najpierw przecieram mokrą ściereczką i mikrofibry, potem suchą i gotowe). W sezonie letnim tą wodą z wiadra podlewamy jeszcze rośliny. Do mycia wanny, umywalki czy prysznica często wykorzystuję jakieś podarowane żele pod prysznic czy szapony, które nam nie przypasowały z jakichś powodów ;). Tu korzystam z chemii, ale przynajmniej nie marnuję produktów, więc jakaś korzyść jest 🙂