Gotuję, nie marnuję – recenzja książki

W swoim wpisie na temat zero-waste w kuchni obiecałam zrecenzować kilka książek związanych z tematem niemarnowania żywności. Postanowiłam zacząć od bardzo promowanej ostatnio książki Sylwii Majcher „Gotuję, nie marnuję. Kuchnia zero waste po polsku”.

Muszę przyznać się, że gdy książka do mnie dotarła, byłam w pierwszej chwili zaskoczona.  Jest ona dosyć duża, bardzo dobrze wydana, w twardej okładce. Nie wiem dlaczego, ale byłam pewna, że to książka w miękkiej okładce. Może wynikać to z ciągu skojarzeń – zero waste — mniej śmieci — mniej surowców — mniejsze zużycie papieru. Ale jest to typowa książka kucharska, która potencjalnie musi dużo znieść, więc porządne twardookładkowe wydanie jest jak najbardziej na miejscu. Książka wygląda ładnie i dobrze prezentuje się na regale 😉

Książka składa się z dwóch części — pierwsza, wstępna, to zbiór ogólnych porad pokazujących, jak można ograniczyć marnowanie żywności poprzez:

  • planowanie
  • ograniczanie
  • przechowywanie
  • przetwarzanie
  • wykorzystanie resztek

Te rozdziały według mnie bardzo pomogą początkującym. Sama nie znalazłam w nich nic nowego, ale czytałam je z przyjemnością. Sylwia Majcher ma lekkie pióro i gładko przeprowadza czytelników przez kolejne sekrety zerowaste‚owej kuchni.

W dalszej części książki znajdziemy przepisy podzielone na poszczególne kategorie tematyczne.

Pierwszy rozdział poświęcony jest pieczywu. To właśnie chleb i bułki są jednymi z najczęściej marnowanych pokarmów. Ten rozdział jest świetny. Znajdziemy w nim przepisy na dania na słodko i bardziej wytrawne. Autorka nie skupia się na jednym rodzaju pieczywa — przepisy dotyczą i chleba żytniego i pszennego, i tostowego i bułek. Mnie urzekł przepis na pudding z czerstwego pieczywa, oraz klopsiki z chleba. Znalazłam także używany przez mnie już patent na ziemię z chleba (czyli okruchy chleba z czarnuszką i solą) wykorzystywaną do posypywania potraw.

Kolejny rozdział poświęcony jest owocom. Znajdziecie tam dwa przepisy na dania z pulpy/wytłoczyny z wyciskarki. O jednym z nich — krakersach – mogliście przeczytać na moim instagramie. Teraz w pełni sezonu na jabłka, krakersy są u mnie w ciągłej produkcji. Przepis zainspirował mnie także do upieczenia wytrawnych krakersów, czy też chrupkich chlebków z wytłoczyn marchewkowo-buraczanych. W tym rozdziale znajduje się też przepis na nalewkę z pestek pigwy. Wszystkie pozostałe przepisy to raczej sposoby na nadmiar jakiegoś owocu, a nie wykorzystanie tego, co zwykle jest wyrzucane. Jasne – radzenie sobie z nadmiarami to bardzo istotny element niemarnowania w kuchni, ale spodziewałam się większej ilości przepisów „resztkowych” – na obierki, gniazda nasienne, szypułki, skórki. Myślę, że warto by na przykład umieścić przepis na kompot z resztek jabłkowych, lub ocet z nich.

gotuję nie marnuję - przepis na krakersy
Mój ulubiony (chociaż bardzo prosty) przepis z książki Gotuję, nie marnuję

Rozdział poświęcony warzywom podoba mi się, chociaż nie wyczerpuje tematu. Na początku autorka przedstawia kilka pomysłów na zagospodarowanie ziemniaków z obiadu. Większość to klasyka, ale tutaj bardzo łopatologicznie wytłumaczona; niektóre zaś dania niby sztandarowe dla kuchni naszych mam i babć, tutaj występują z bardziej nowoczesnym twistem. W książce znajdziemy także jedno z flagowych dań kuchni zero-waste – pesto z liści rzodkiewki. Są też fajne dania z wykorzystaniem głąba z kapusty. Autorka umieściła także przepis na bulion z resztek i obierek, oraz czipsy z obierek. oba dania są moim zdaniem dosyć kontrowersyjne. Sama je przygotowuję, ale tylko jeśli mam warzywa BIO. Brakuje mi jakiegoś dopisku, ostrzeżenia na ten temat. Jednym z powodów, dla których warzywa korzeniowe obiera się, jest to, że w skórce gromadzą się pestycydy i inne zanieczyszczenia. Gotując z nich bulion, zostają one do niego uwolnione.

Rozdział dotyczący nabiału jest ok, ale szczerze mówiąc, żaden przepis jakoś mnie nie urzekł. Myślę, że można by dodać kilka ciekawych sposobów na zagospodarowanie resztek jogurtu. Ja dodałabym też przepis na kefir z recyclingu.

Obecnie prawie nie gotuję dań mięsnych, ale rozdział poświęcony mięsu oceniam jako bardzo dobry — jest w nim sporo ciekawych przepisów inspirujących do wykorzystania resztek gotowanego mięsa lub pozostałości wędliny.

Bardzo brakuje jakiegokolwiek przepisu wykorzystującego resztki kasz, ryżu, czy makaronów, A przecież po pierwsze to produkty, których marnuje się ogromne ilości, a po drugie dające niezwykłe pole do popisu, jeśli chodzi o kuchnię zero-waste. Moja kuchnia resztkami kaszy stoi. Ja czasami specjalnie gotuję za dużo kaszy, by móc ją potem wykorzystać w innych daniach lub by mieć dobry pretekst do zrobienia budyniu z kaszy, czy chrupiących kulek.

Ogólnie oceniam książkę bardzo dobrze. Ja sama z niej wiele nie wyniosłam (ale nieskromnie sama siebie oceniam jako wymiatacza w dziedzinie zagospodarowywania resztek), natomiast osobom początkującym w tej dziedzinie mogę ją z czystym sumieniem polecić.

Książkę można kupić już za niewiele ponad 26 zł – Gotuję nie marnuję (klik!)

gotuję nie marnuję recenzja

Tytuł: Gotuję, nie maruję. Kuchnia ZERO WASTE po Polsku

Autor: Sylwia Majcher

Wydawca:Buchmann