Czy książka „Sztuka Liczenia do Trzech” pomoże w edukacji finansowej Waszych dzieci?

Zapraszam do lektury receznji bestsellera Rona Liebera – „Sztuka Liczenia do Trzech”.

Na początek muszę wyznać, że książkę kupiłam przez przypadek. Robiłam zakupy w sklepie Internetowym i gdy już miałam przechodzić do finalizacji zakupów tytuł ten wpadł mi w oko. Bez czytania żadnych recenzji dorzuciłam do koszyka będąc pewna, że to książka dla dzieci. Gdy otrzymałam paczkę okazało się, że to poradnik dla rodziców (czego w sumie można się było domyślić po podtytule , ale ja się nie domysliłam). I stąd może wynikać moje pierwsze rozczarowanie tą książką- po prostu było to coś innego, niż się spodziewałam. Drugie rozczarowanie pojawiło się w trakcie czytania pierwszego rozdziału – książka jest pisana przez Amerykanina i bardzo obsadzona w realiach USA, a na dodatek pisana takim charakterystycznym amerykańskim stylem. Ponadto ten pierwszy rozdział sugeruje, że opiera się raczej na anegdotach niż badaniach naukowych, a ja mam takie spaczenie, że poradniki okołorodzicielskie uznaję tylko jeśli napisane są w oparciu o dowody naukowe lub długoletnią praktykę. Uznałam więc, że książka jest nie dla mnie i, że ją oddam do biblioteki.

Wieczorem jednak postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę i zabrałam ją ze sobą do…wanny. Czytałam tam drugi rozdział, który szczerze mówiąc jest dosyć przegadany i też mnie nie zachwycił, gdy nastąpiło coś, co nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło i o czym stanowczo twierdziłam, że się nie zdarza. Książka wpadła mi do wody. Co prawda tylko jednym rogiem, ale i tak do oddania do biblioteki się już przestała nadawać.

Podczas suszenia jej zajrzałam do rozdziału trzeciego dotyczącego kieszonkowego. Nie wiem, czy to wynika z tego, że temat kieszonkowego mam akurat „na tapecie”, gdyż od stycznia nasz syn będzie je dostawał, czy ten rozdział jest po prostu lepszy, ale muszę przyznać, że przeczytałam go z przyjemnością, a kilka pomysłów nawet zanotowałam.

Autor udowadnia, że dzieci powinny dostawać kieszonkowe, gdyż jest to jedyny sposób by zdobyły praktyczne doświadczenie z pieniędzmi, by mogły popełniać finansowe błędy i uczyć się na nich, a także by zrozumiały potęgę oszczędzania. Zgadzam się z autorem i nie było to dla mnie nic nowego.  Ale to, co mi się spodobało to pomysł by odejść od świnki skarbonki i zamiast tego ustawić trzy słoiki – na bieżące wydatki, na darowizny i na cele długoterminowe (ten pomysł zilustrowany jest na okładce książki). W ten sposób dzieci od początku uczą się, jak w praktyce wygląda budżetowanie. W przypadku młodszych dzieci to rodzice rozdzielają pieniądze do słoików; starszym dzieciom powinno się zostawić decyzję jaki procent ich kieszonkowego ma trafić do każdego ze słoików. Muszę przyznać, że mnie to zainspirowało, gdyż zastanawiałam się, jak w łatwy sposób zachęcić syna do oszczędzania, nie ograniczając mu możliwości finansowania swoich bieżących zachcianek. Autor przytacza kilka anegdot i przykładów, jak znani mu rodzice rozwiązali ten problem. Bardzo spodobał mi się pomysł oprocentowania oszczędności – niektórzy rodzice proponują dzieciom odsetki rzędu nawet 25% z miesięczną kapitalizacją. Chodzi o to, by dzieci zauważyły, że oszczędzanie się opłaca, a w przypadku starszych dzieci pozwala na zrozumienie potęgi procenta składanego. Oprocentowanie musi być dosyć wysokie, gdyż przy małych kwotach kieszonkowego ciężko byłoby zauważyć wpływ niskich procentów.

Co do pozostałych rozdziałów mam mieszane uczucia. W niektórych razi mnie znowu przesadne zakotwiczenie w realiach amerykańskich, inne są przegadane i jest w nich ciut za wiele pytań w stosunku do odpowiedzi. Całkiem ciekawy jest rozdzial dotyczący zachowań charytatywnych. Autor zauważa, że część zachowań związanych z filantropią umyka uwadze dzieci – rodzice często robią po prostu przelewy na konta wybranych fundacji. Dzieci tego nie widzą i stąd wiele z nich nie ma okazji by nauczyć się, jak możemy wspierać innych. I jak robić to mądrze. Interesujący jest także artykuł o pracy dzieci. Ten jest w dużej mierze oparty na anegdotach, ale moim zdaniem także jest niezłym źródłem inspiracji, jak dzieci wspierać w tych pierwszych krokach w dorosłość.

Ogólnie jestem zadowolona, że przeczytałam tę książkę, chociażby ze względu na rozdział o kieszonkowym. W sklepach Internetowych można ją znaleźć już za niecałe 14 zł,  nie zruinuje więc ona waszych budżetów, a możliwe że znajdziecie odpowiedź na część pytań dotyczących kieszonkowego, pracy dzieci czy też uczenia ich zachowań charytatywnych.

sztuka liczenia do trzech recenzjaSztuka liczenia do trzech. Jak rozmawiać z dziećmi o pieniądzach.

Ron Lieber

Wydawnictwo: Buchmann

Do kupienia: tu

 

  • Rzeczy jeśli chodzi o wychowanie dzieci także sobie skrupulatnie notuję i pomysł z trzema słoikami (skarbonkami) wydaje mi się dość przejrzysty i łatwy do ogarnięcia dla kilkulatka.
    Pamiętasz pewnie te słowa „gdzie podziały się moje pieniądze z komunii” jak większe kwoty z różnych podarunków zabierali rodzice 😉

    Na początku wspominasz o poradnikach dla rodziców. Czy możesz podać kilka tytułów które polecasz?

    Podobno książka „Julek i dziura w budżecie” jest godna uwagi jeśli chodzi o edukację finansową dzieciaczków 🙂