Zarządzanie budżetem domowym – wersja dla leniwych/opornych/doświadczonych

Kiedy zakładałam tego bloga zakładałam, że w dużej mierze będzie on poświęcony finansom rodzinnym. Tymczasem do tej pory nie podzieliłam się naszym sposobem na zarządzanie budżetem domowym. Czas nadrobić te zaległości.

Przez wiele lat pracowałam jako analityk i badacz rynku. Zbieranie danych, analizowanie ich, wyciąganie wniosków to mój chleb codzienny i coś w czym doskonale się odnajduję. Być może nawet zbyt doskonale zdaniem niektórych – imiona dzieci wybierałam w…Excelu ;). W każdym razie prowadzenie budżetu domowego (czyli planowanie wydatków, a następnie ich rejestrowanie) było dla mnie naturalną rzeczą, co nie znaczy, że nie uciążliwą – bardzo nie lubię zbierania paragonów, ani wklepywania danych, czy to w aplikacji, czy arkuszu kalkulacyjnym. W pracy mam do czynienia z danymi już wstępnie oczyszczonymi i przetworzonymi i raczej unikam pracy z danymi surowymi; a że w dzisiejszych czasach granice praca-dom trochę się zacierają, to te nawyki z pracy jakoś mi się udzielają i w domu. Gdy prowadzi się budżet domowy przez jakiś czas, staje się to nawykiem, zaczyna się to robić automatycznie, ale zawsze jest to jakieś obciążenie. Chociaż moim zdaniem każdy powinien chociaż raz zrobić eksperyment z zapisywaniem wszystkich wydatków. Nawet jeśli potrwa to tylko miesiąc gwarantuję, że każdy, nawet osoby, które mają wrażenie, że ich finanse osobiste są pod kontroą, odkryją coś, co ich zaskoczy i pozwoli na optymalizację wydatķów lub przynajmniej bardziej świadome uleganie własnym zachciankom.

Czy obecnie rejestruję wszystkie wydatki?

Nie. Nie tylko jestem analitykiem, ale nieskromnie powiem, że jestem dobrym analitykiem. Mój plan działania to: zebrać dane, przeanalizować, wyciągnąć wnioski, wprowadzić poprawki wynikające z wniosków, zweryfikować; w zależności od wyniku weryfikacji albo wszystkie kroki powtórzyć, albo przejść do następnego zagadnienia. Nie analizuję w kółko jednego problemu. W podobny sposób podeszłam do budżetu domowego. Przez dosyć długi czas skrupulatnie zapisywałam wydatki, analizowaliśmy je, wyciągaliśmy wnioski, modyfikowaliśmy swoje zachowania zakupowe, odpowiednio planowaliśmy budżet, a następnie sprawdzaliśmy jego realizację. Zoptymalizowaliśmy, co chcieliśmy zoptymalizować, ograniczyliśmy wydatki w jednych kategoriach, w innych zwiększyliśmy. Od dłuższego czasu nasze finanse są bardzo stabilne – analizowanie ich to straszna nuda 😂. W związku z tym porzuciłam szczegółowe planowanie i analizowanie budżetu. Monitoruję dokładniej niektóre kategorie (zliczam m.in. nasze oszczędności zyskane dzięki Karcie Dużej Rodziny – gdyż wykorzystuję je do ustalenia kwoty przelewu na cele charytatywne – więcej o tym we wpisie; liczę także koszty utrzymania niemowlaka – link do ostatniego podsumowania). Ostatecznie, jeśli z jakiegoś powodu będzie mi to potrzebne, jestem w stanie z grubsza podzielić wydatki na różne kategorie korzystając z wyciągu bankowego, gdyż mamy raczej stałe miejsca zakupu poszczególnych rodzajów produktów. Nie mówiąc już o tym, że wydatków ogólnie nie mamy zbyt wiele – jest parę kategorii wydatków, które prawie nas nie dotyczą.

Jak wygląda zarządzanie naszym budżetem w praktyce?

Nasze wydatki podzielone są na kilka kategorii:

  • Opłaty stałe
  • Opłaty zmienne
  • Życie codzienne
  • Duże planowane zakupy
  • Inwestycje
  • Dodatkowe oszczędności

Gdy wpływa mi pensja pierwsze czym zajmuję się to „Opłaty Stałe„. A właściwie nie zajmuję się – realizowane są one jako zlecenia stałe – z reguły zanim zaloguję się na konto te przelewy są już zrobione i nawet nie widzę tych pieniędzy. U nas w „Opłatach Stałych” znajdują się:

  • Rata kredytu hipotecznego
  • Czesne za przedszkole
  • Zajęcia dodatkowe dzieci
  • Ubezpieczenie na życie
  • Comiesięczny przelew na opłacenie ubezpieczenia domu
  • Comiesięczny przelew na opłacenie ubezpieczenia samochodu
  • Przelew „Nadpłata kredytu”
  • Przelew „Emerytura”
  • Opłata za gospodarowanie odpadami gospodarczymi
  • Opłata za Internet i telefon

Jak widzicie niektóre z tych „opłat”, opłatami nie są – ale traktuję je jako takie – jeśli jest coś, co wymaga finansowania, a jest wysoko na mojej liście priorytetów, po prostu traktuję to jako obowiązkowy przelew. Tak jest z nadpłatą kredytu hipotecznego, od którego mam nadzieję uwolnić się jak najszybciej. Równie poważnie traktuję odkładanie pieniędzy na emeryturę. Jako opłaty stałe traktuję także ubezpieczenie domu i samochodu. Ubezpieczenie domu mam obecnie wykupione na trzy lata, samochód musimy ubezpieczać co roku. Zamiast poświęcać znaczną część wynagrodzenia na opłacenie ich, w momencie, gdy przyjdzie na to pora, wolę co miesiąc odkładać oszacowaną sumę na konto oszczędnościowe.

„Opłaty zmienne” to:

  • Obiady w przedszkolu
  • Prąd
  • Gaz
  • Woda
  • Cele charytatywne

Te przelewy robię ręcznie. Próbowałam ustawiać polecenie zapłaty, ale przyznaję szczerze, że było to dla mnie bardzo frustrujące – zawsze pojawiały się jakieś problemy – a to jakaś platność nie została zrealizowana, albo była realizowana podwójnie. Nie ma tych przelewów wiele, wolę więc wykonać je samodzielnie i nie ryzykować opóźnień i karnych odsetek.

„Życie codzienne” to wszystkie bieżące koszty życia – zakup jedzenia, paliwa, tych elementów chemii gospodarczej, które jeszcze kupujemy, kosmetyków, drobiazgów do domu, leków. Wiem, ile wydawaliśmy na te kategorie w poprzednich miesiącach i zakładam zakupy na podobnym poziomie (lub odpowiednio modyfikuję – np. latem wydajemy znacznie, znacznie więcej na jedzenie, gdyż dzieci zjadają ogromne ilości owoców, a ponadto kupuję warzywa na przetwory). Do tego dodaję inne planowane zakupy – buty dla dzieci, książki, prezenty, zakupy do domu – z grubsza oszacowane. I do tego wszystkiego doliczam 200 zł, tak by zapewnić sobie bezpieczny margines elastyczności. Całą tę kwotę przelewam na podstawowy rachunek bankowy. Jak widzicie nie zrezygnowałam zupełnie z prowadzenia budżetu – czyli planowania wydatków – robię to po prostu w bardzo uproszczony sposób.

Duże planowane zakupy” to rzadka kategoria i traktujemy ją bardzo różnie w zależności od tego, co to dokładnie jest, ile kosztuje, jak planowany był ten zakup. Część z takich zakupów traktujemy podobnie jak ubezpieczenia – od momentu, gdy decydujemy, że trzeba coś kupić odkładamy na to pieniądze. W miesiącu gdy mamy to kupić porównujemy odłożoną kwotę z oczekiwanym wydatkiem i albo cieszymy się, że odłożyliśmy więcej, albo dokladamy z bieżącej pensji. Czasem te „Planowane Zakupy” nie są aż tak bardzo planowane – wtedy pokrywamy je z bieżącej pensji, czasami nadszarpując „fundusz awaryjny”.

Inwestycje” i „Dodatkowe oszczędności” to dwie ostatnie kategorie zakupów. Nie jestem profesjonalnym inwestorem – inwestowanie traktuję jako naukę. Nie poświęcam na tę kategorię wysokich kwot. Zdecydowanie hołduję zasadzie, że inwestuje się tylko takie kwoty, jakich stratę jesteśmy w stanie bezboleśnie znieść. A ja finansowy próg bólu mam dosyć niski 😂. Nie robię tego także w każdym miesiącu – nie zawsze mam chęci, nie zawsze pomysły, nie zawsze budżet. W tę kategorię wliczam także inwestowanie w siebie – kursy doszkalające, certyfikaty itp.

Całą resztę pieniędzy przeznaczam na oszczędności. Zwrot „całą resztę” sugeruje, że to ogromne kwoty. Bynajmniej. To bardzo różne kwoty, zależne od wysokości pensji, opłat zmiennych, obecności lub braku „dużych wydatków”. Najczęściej przelewam je na konto oszczędnościowe, a w Excelu ewentualnie dzielę na różne kategorie. Gdy pojawia się ciekawa lokata lub inny rodzaj w miarę bezpiecznego depozytu przelewam większą kwotę z tego konta oszczędnościowego.

W tej kategorii oszczędności znajdują się rzeczy o mniejszym dla mnie priorytecie – gdy nie zależy mi na tym, by każdego miesiąca była odłożona konkretna kwota. Na  konto z oszczędnoścami przelewam także jakieś dodatkowe wynagrodzenia, bonusy. Gdy pod koniec miesiąca wydatki codzienne okażą się być mniejsze niż planowane zaoszczędzone pieniądze także lądują na tym koncie. Jasne jest, dlaczego niektóre oszczędności traktuję jako „opłaty stałe” – to jedyny sposób by zagwarantować, że w określonym czasie zbiorę dokładnie taką kwotę, jaką potrzebuję.

Czy taki system się sprawdza?

U mnie tak. Bardzo rzadko zdarza się, że kwota pozostawiona na koncie podstawowym nie starcza na pokrycie bieżących wydatków. Jeśli już to tylko dlatego, że zapomniałam o jakimś „dużym wydatku” lub gdy w przypadku jakiejś awarii finansujemy naprawę/zakup nowego przedmiotu z tego codziennego budżetu, zamiast dedykowanego – awaryjnego. W takiej sytuacji uszczuplam oszczędności i robię przelew z konta oszczędościowego.

Z reguły te nasze „Dodatkowe Oszczędności” też są niezerowe, a więc zdecydowanie więcej zarabiamy, niż wydajemy (a przecież cześć oszczędności mamy ukrytych jako opłaty stałe).

Dla kogo jest takie uproszczone budżetowanie?

Tak jak pisałam we wcześniejszych akapitach – każdemu radzę chociaż spróbować prowadzić w miarę szczegółową ewidencję wydatków. Nie spotkałam jeszcze osoby, która nie zdziwiła się chociaż jednym wydatkiem, najczęściej czymś, co umyka uwadze, gdyż dotyczy jakiś drobnych, ale powtarzalnych wydatków (kawa w trasie, drożdżówki dla dziecka, piwo na wieczór).

Natomiast jeśli generujecie nadwyżki finansowe każdego miesiąca, na wszystko wam wystarcza, sytuacja finansowa nie powoduje żadnych stresów to możecie zrezygnować z dokładnego budżetowania lub ograniczyć je do wybranych kategorii. Których? Warto przyjrzeć się swoim codziennym zakupom, rozejrzeć po mieszkaniu i zobaczyć, czego macie dużo. Co jest często kupowane? Jeśli Twoja szafa jest wypchana, a z każdej wizyty w SH przynosisz naręcze sukienek za grosze – policz, ile na nie wydajesz miesięcznie i rocznie. Może lepiej kupić kilka ciuchów, ale za to idealnych? Wniosek może być też przeciwny „wow, za koszt kilku nowych ubrań, mam sukienki na każdy tydzień😂”. Jeśli masz mnóstwo kosmetyków, którym zaczyna się kończyć termin ważności – może warto zacząć notować, jak często się je kupuje i jaki budżet pochłaniają. Jeśli codziennie w drodze do pracy kupuje się kawę – pewnie warto wiedzieć, co można kupić za wydawaną na nią kwotę. Gdy latem kilka razy w tygodniu w koszyku na zakupy ląduje piwo, może się okazać, że ograniczenie tych wydatków nie tylko będzie dla nas zdrowsze, ale pozwoli zaoszczędzić niemałą kwotę na wakacje.

A jak Wy zarządzacie budżetem – skrupulatnie notujecie i planujecie wszystkie wydatki, robicie uproszczony budżet, czy też uprawiacie „szybką jazdę bez trzymanki”?

  • Ja od listopada prowadzę budżet gdzie w tabelki w excel wpisuje wszystkie wydatki. Niestety ale nie jest to u nas do końca miarodajne bo mieszkamy z rodzicami, którzy pokrywają część kosztów. My zapisujemy tylko swoje przychody i rozchody.

    Powiem szczerze, ze już się tak przyzwyczailiśmy z mężem do takiego systemu, że przestało to być dla nas uciążliwe. 🙂

  • Ja niestety jestem za dużą perfekcjonistką, żeby u mnie taki układ przeszedł 😀
    Ale najważniejsze, że każdy orientuje się w swoim budżecie i prowadzi on do tego samego celu, czyli opanowania finansów. 🙂

  • Powiem szczerze, że mi mój perfekcjonizm jakoś zbytnio nie przeszkadza, a wręcz czuję poczucie spełnienia, że potrafię zgrać wszystko od a do z.

    Jedyną moją zmorą są ciuchy, które wiecznie walają się na łóżku lub krzesłach. Och jak ja nie cierpię ich składać :/

  • Ty masz solidną wymówkę, bo jednak trójka dzieci to naprawdę duże poświecenie, kupa prania i jeszcze większa kupa zachodu 😉
    U mnie po prostu wygrywa lenistwo i przyzwyczajenia z dzieciństwa. Nikt nie ganiał mnie w domu za to, że zostawiałam gdzie popadnie ciuchy wieczorem więc teraz mam 😉

    Od tygodnia próbuję zrobić segregację w kosmetykach, bo nazbierało się tego trochę ze względu na blog i prace zawodową ale wszystko stoi nietknięte na komodzie.

    Nie wiem czy Tobie też tak ostatnie miesiące przeciekają przez palce ? 🙂

    Ja chciałabym mniej więcej sobie wszystko po ogarniać,bo czeka nas zmiana lokum i nie chciałabym zabierać gratów.