Oszczędzanie a odchudzanie

Nigdy nie byłam na diecie. No dobra, mam epizod czterech tygodni na diecie bezmlecznej, którą zleciła nam pediatra starym, podstępnym zwyczajem pediatrów – gdy przychodzi spanikowana matka, zaniepokojona fizjologicznymi objawami dojrzewania układu pokarmowego jej dziecka, przepisuje się mniej lub bardziej drakońską dietę, co by się z paniki wyleczyła😂.

Ja nie byłam bardzo spanikowana, więc dostałam tylko bezmleczną😂.

W każdym razie nigdy nie byłam na diecie odchudzającej.

Przyłapiecie mnie bez trudu jedzącą brownie, stojącą przy tortownicy i krojącą sobie kolejny kawałek ciasta (bo przecież nienałożone na talerzyk się nie liczy 😄), siedzącą na tarasie by wraz z dziećmi (by mieć współwinnych) wyjadać masło orzechowe wprost z słoika. Do dna.

Zobaczycie mnie także jedzącą kolację o 23 i odtwarzającą przepisy Julii Child, gdzie masło je się z masłem (i zawsze jeszcze można polać odrobiną masła – dla smaku).

Te grzeszki i swawole uchodzą mi płazem. Waga jest stabilna, ja mam siły i chęci do ruszania się, biegania, szaleństw z dziećmi. Dlaczego?

Bo na codzień moja dieta jest po prostu zdrowa. Nie jem fastfoodów, wysoko przetworzonej żywności, słodkich napojów; praktycznie nie jem kupnych słodyczy i gotowych przegryzek. Moje posiłki bazują na warzywach, roślinach strączkowych, kaszach, produktach fermentowanych.

Niektórzy mogliby powiedzieć – ale przecież to jest dieta. Nie – to po prostu zdrowy tryb życia i odżywiania się.

Podobnie jest z finansami. Z pewnością przyłapiecie mnie na spontanicznych zakupach, uleganiu zachciankom swoim lub dzieci, nieprzemyślanych decyzjach, błędnych inwestycjach, jakichś zaniedbaniach prowadzących do naliczenia opłat. Zdecydowanie zdarzają nam się grzeszki i przewinienia finansowe.

Ale podstawy są solidne i zdrowe: zaczynamy od obowiązkowych opłat, zasilamy konta oszczędnościowe, na koncie bieżącym zostawiamy tylko tyle, ile powinno wystarczyć na przeżycie miesiąca. W zanadrzu mamy pieniądze na łatwo dostępnym koncie oszczędnościowym – na wypadek różnych awarii. Inwestujemy tyle, ile się nie boimy. Mamy odłożoną równowartość kilku miesięcy wydatków – nie obawiamy się dzięki temu utraty pracy lub jakiegoś bardzo dużego wydatku.

Staramy się nie marnować żywności, jemy sezonowo i lokalnie. Dużą część żywności kupujemy hurtowo w znacznie niższych cenach niż gdy kupuje się małe opakowania. Zbieramy sporo dzikich roślin, trochę uprawiamy sami. Sprzątamy dom wodą, sodą i octem, nasze dzieci noszą używane ubrania, a zabawek prawie nie kupujemy. Naprawiamy, to co się zepsuło.

Niektórzy mogliby powiedzieć – ale to jest skąpstwo, trzymanie węża w kieszeni. Nie, to zdrowe relacje z pieniędzmi i styl życia zgodny z naszymi priorytetami.

Ogólnie oszczędzanie i odchudzanie mają ze sobą wiele wspólnego, z tą zasadniczą różnicą, że w przypadku jednego chcemy by nam się odkładało, a w drugim – aby tego nie robiło 😂. No i oczywiście to, że odchudzając się można też zaoszczędzić na jedzeniu 😂.

Tym wpisem chciałabym zacząć kolejną serię z poradami, jak ogarnąć finanse rodzinne korzystając z rad rodem z poradników zdrowego odżywiania i odchudzania. Do zobaczenia!

  • Z tym odkładaniem jest niestety zazwyczaj odwrotnie 😛
    Wydaje mi się, że znów historia a raczej życie zatacza krąg. Nasi rodzice mieli dużo pieniędzy, ale nie było możliwości ich wydania. Korzystało się z tego co samemu się wyhodowało od roślin po zwierzęta kończąc, rzeczy się szanowało i naprawiało.
    Ja mam praktycznie wszystkie zabawki z dzieciństwa w bardzo dobrym stanie. Dodatkowo wszystko było robione nie na chwilę a na długie lata.
    Moi rodzice mają telewizor, który ma już 26/27 lat i działa bez najmniejszej usterki, pomimo tych wszystkich dekoderów i innego ustrojstwa.
    I teraz zaczyna się dziać podobnie, ludzie myślą zanim na coś wydadzą pieniądze, zależy im na lepszych rzeczach, a także korzystają z tego co już mają 🙂

    • Też mnie fascynuje, jak historia zatacza koło 😉
      I cieszę się, że teraz zaczyna to iść znowu w dobrym kierunku – mam tylko nadzieję, że nie jest już za późno

      • Wydaje mi się, że nie jest o ile nie damy się zwariować.

        Ja akurat na studiach miałam trochę wspólnego z efektem cieplarnianym itp i wydaje mi się, że troszeczkę świat idzie w złym kierunku odnośnie śmieci, stąd problem z ich ilością.